ROZDZIAŁ 30.
Do pokoju wchodzi mężczyzna oraz moja udawana matka. Związują mi ręce, ale zanim będę miała zasłonięte oczy wyrywam się i wybiegam z pomieszczenia. Przytrzymując drzwi, zamykam je na klucz zostawiony w kłódce.
Idę ostrożnie i cicho, żeby nikt mnie nie zauważył. Co raz chowam się za jakimś pudłem, albo skręcam w boczny korytarz, gdy słyszę kroki odbijające się echem. Jest tu mnóstwo ludzi, ku mojemu zdziwieniu są też kobiety. Gdy skręcam w lewo, aby nie dać się zauważyć, tam też ktoś jest. Stoi w cieniu.
-Kto to?- szepcze.
Podchodzę bliżej i chwytam znajdującą się tam...- Starszą Panią?!
Nie wiem co robić. Złapałam ją jak jakiegoś złodzieja, ale to może nie być żart, więc zachowuję powagę.
-Kim jesteś?- Mówię nadal głosem tak ściszonym, aby tylko Ona mogła mnie usłyszeć.
-Jestem Irma.- Pochyla się gdy ją puszczam.
-Ale dlaczego tu jesteś? I kim przebywając tu?- Coś mnie od niej odpycha, a serce spowalnia swój rytm na, aż za spokojny.
-To nie ważne, chcę Ci pomóc.- Patrzę na nią dziwnie, bo to druga osoba dziś, która chce mi oferować dłoń, abym się wydostała z pułapki.
-Nie potrzebuję jej. Dam radę sama! I powiedz mi do jasnej cholery co tu robisz?! I kim jesteś!
-Chciałam być miła, ale cóż...- Oślepia mnie jaśniejące z niej światło.
No nie wierze! Ze starej zgarbionej staruszki o pomarszczonej twarzy i tak chudych rękach...- staje przede mną piękna kobieta o falujących blond włosach i opalonej skórze. Zamiast starego, szarego i podartego ubrania, ma wspaniałą, błękitną suknię z dużym dekoldem, sięgającą za kostki. Ozdabia ją diamentowy naszyjnik i kolczyki.
-Widzę, że jesteś bardzo zdziwiona.- Śmieje się.- Poza tym masz rację- nie potrzebujesz mojej pomocy, bo i tak to była ściema.
-To czego chcesz?!- Staram mówić się spokojnie, ale sama słyszę swoje zdenerwowanie.
-Chciałam Cię podpuścić, ale nie mogłam doczekać się Twojej miny, gdy mnie zobaczysz?!- Znów wybucha śmiechem.- Jestem Irma i razem z Klarą, będę Cię zabijała i między nami potem też pozostały ogień skoro jest w jednym miejscu to po co tracić czas?
-Jak to! Jak ich zabijesz, wiesz chyba, że mają te swoje zdolności?!- Mówię całkowicie poważnie, ae kolejny wybuch śmiechu.
-Ja jestem silniejsza niż cały ogień żyjący od wieków! Jestem woda.- Oczy nie mało mi wychodzą z orbit.
-Ale przecież... nie możesz...!
-Ależ oczywiście, że mogę! Mogę co chcę- zawsze i wszędzie.
-Ty nie istniejesz! Żadna "Woda" !- Przypominają mi się dziwna rozmowa z Klarą.
Kręci głową zaprzeczając.
-A oni wszyscy wiedzą kim jesteś?
-Oczywiście , że NIE! Dla nich jestem zwykłą dziewczyną chcącą dołączyć do ich grona świrów.
-Przynajmniej w tym się zgadzamy.- Wzruszam ramionami.- I zabierzesz mnie teraz. Prawda?
-Być może. Jeśli się nie będziesz rzucać to może ...- Daruję Ci Życie.
-Taa... jasne, a ja Ci uwierzę.- Dziwi mnie fakt, że tak dobrze mi się z nią rozmawia. Może nie jest taka zła jaką udaje.
Wracam na korytarz główny i odchodzę.
Ostrożnie otwieram drzwi i wchodzę na parter. Potem już prawie na dwór. Po drodze rozwiązałam sobie ręce.
-Nie tak szybko panienko! Wracaj!- Krzyczy za mną dużo ludzi.
Biegnę coraz szybciej i gdy już dotykam stopą ziemi i mokrej od rosy trawy- Upadam. Obok śmieje się mój wuj.
-Prosty sposób, ale skuteczny, brać ją i już idziemy, za chwilę zaczynamy!- Rozkazuję.
Na początku prowadzą mnie spokojnie lecz skoro nic nie widzę to muszę polegać na innych zmysłach np.- Słuchu.
Nasłuchuję rozmów dookoła i wnioskuję. Po bokach stoją mężczyźni. Przede mną idzie na pewno więcej niż jedna osoba.
A z tyłu cały tłum. Więc nie mogę uciekać do tyłu ani na boki. Zostaje przód. Ale jeszcze chwilę poczekam.
Czuję jak wchodząc w las, igły sosem, świerków i wszystkich innym drzew, kłują mnie swoimi igłami co oznacza, że- podczas przechodzenia blisko drzewa Oni odsuwają się. Czuję delikatne wbicie w skórę na prawej ręce i już wiem,- To ten moment, ruszam więc gwałtownie do przodu biegiem. Chcąc nie wpaść na ludzi przede mną skręciłam delikatnie na bok. Szuram o drzewa modląc się, aby na żadne nie wpaść, ae chyba zapeszyłam.- W jedno uderzam prosto czołem i jak najszybciej podnoszę się bez użycia rąk i czując, że jestem na polanie bez żadnych drzew, ani krzaków- z tego co widziałam, kieruję się wciąż na prosto i przebiegając łąkę- znów wpadam na drzewo. Wstaję i biegnę próbując rozwiązać po drodze dłonie, aby zdjąć z oczu tą potworną opaskę- i tak wystarczająco już kręci mi się w głowie.
-Tak!- Krzyczę w myślach i uwalniam ręce w ucisku sznura, szybko zdejmuję opaskę i z rozmazanym obrazem biegnę o sił w nogach.
Obracam się i widzę, że wciąż za mną podążają. Rozglądam się za schronieniem, widzę dół pełny jesiennych liści. Obracam się raz jeszcze i dyskretnie na uboczu próbuję w niego wskoczyć, ale uznaję, że oni mnie przecież cały czas widzą. Zdyszana wchodzę za dość duży pagórek i na sekundę opieram się o niego. Gdy słyszę już okrzyki blisko czuję jak ktoś od tyłu łapie mnie i zatyka usta, Wciąga mnie na drzewo tak szybko, że nawet się nie oriętuję kiedy to zrobił/a. Tłum przebiega, a ja się obracam.
-To Ty?! Czego mnie ratujesz?!- Patrzę na jasnowłosą, młodą kobietę.
Spuszcza wzrok i mówi cicho:
-Przypominasz mi mnie. Też tak uciekałam i błagałam, aby ktoś mnie uratował. Zrozumiałam teraz, że Ty wcale nie chciałaś mi i nie chcesz odebrać mocy. Tak?- Spogląda na mnie.
-Ja nawet nie wiem, że tak w ogóle się da! Nie mam pojęcia o niczym i chcę normalnie żyć!
-Rozumiem, ale już dużo dla Ciebie zrobiłam, teraz radź se sama. Ale będziesz musiała kiedyś stąd zejść.- Znika.
-Co?!- Zchodzę z tego zanim wrócą. Wchodzę na polanę i oczom nie wierzę!
-Jason?!- Patrzę na niego jak wryta.- Miałeś nie wracać! Idź stąd!- Wskazuję mu palcem drogę powrotną. On tylko zaprzecza głową i dodaje:
-Odejdę tylko z Tobą.- Wyciąga rękę, choć wiem, że źle zrobię, bo muszę to załatwić, a nie tchórzyć. Biorę go za rękę i mówię:
-Wrócę jak coś załatwię. A Ty jedź! Powinieneś być już dawno na lotnisku, więc nie wmawiaj mi głupot, że zostaniesz, bo wiem, że się boisz i Ja pozwalam Ci iść!- Zaprzecza, ale zanim wydusi z siebie słowo krzyczę.- Idź stąd!- Jest zdezoriętowany, ale podejmuje błędną decyzję, zastanawiając się za długo. Już Są.
Jestem Żaneta i chciałabym się dowiedzieć czy to co napisałam może być i czy warto pisać dalej dlatego prosze o komentarze z uwagami czego tam brakuje itd, itp... Poza tym lubie jeździć konno, a słucham różnej muzyki,np. one direction, lamfao itp
czytacie i podoba wam się
piątek, 29 czerwca 2012
wtorek, 26 czerwca 2012
29. ! ! !
ROZDZIAŁ 29
-Dlaczego?! Czemu to zrobiłam, przecież nie chciałam! Nie wiem nawet jak to zrobiłam!- Krzyczałam w myślach, a w
rzeczywistości uderzałam pięścią w ścianę.- Zabiłam człowieka!- Rozdzieram opaskę na oczy i wyżywam się krzykiem i waląc
teraz z całych sił w drzwi.- Skrzywdziłam tyle ludzi!
Nie mogę się z tym pogodzić. To straszne i nie umiem opisać tego co dzieje się teraz w mojej głowie.- Wielki chaos.
Wchodzi mój wujek- zabójca. Automatycznie wstaję i się na niego rzucam, lecz od razu wchodzi jeszcze dwóch mężczyzn i
mnie łapie za ręce, wykrzywiając je do tyłu.
-Czego chcesz?!
-Spokojnie! Chce pogadać, bez przemocy.
-To według Ciebie, trzymanie mnie tu to co to jest?!
-Chwilowe przetrzymanie.- Wciąż mówi spokojnie i pokazuje, że jest pewny siebie.
-Chyba więzienie! Takich drani jak Ty to tylko do piekła posłać!- Marszczy brwi.
-Mniejsza o to. Dlaczego to zrobiłaś?- Parze się na niego dziwnie.
-Niby co?!- Następuje oświecenie.
-Nie wiedziałem, że jesteś, aż tak silna, żeby oślepić kilkadziesiąt ludzi naraz oraz jednego zabić.- Spuszczam głowę na
samą myśl o tej sytuacji.
-A co miałam zrobić? Nie mogliście go mi odebrać.
-Ale teraz i tak Ci Go zabierzemy skoro tu zostałaś.
-Może i tak, ale wiem, że nie jestem taka jak wy! Byście zabijali niewinnych ludzi i nie mieli nic na sumieniu, mówiąc,
że dobrze zrobiliście! Tylko spójrz na siebie! Jesteś szczęśliwy z cudzego nieszczęścia!
-Ty na pewno nie jesteś winna? Zastanów się i powiedz dlaczego tu jesteś?!
-Nie wiem! Nie miałabym pojęcia o niczym, to wy mi to pokazaliście zmuszając mnie do tego czynu!
Wzrusza ramionami i wychodzi- Zostaje uwolniona tuż przed zatrzaśnięciem drzwi.
-Tchórz! Nawet nie umiesz się obronić!- Siadam pod ścianą i chowam głowę w kolanach.
Nie wiem co mam teraz zrobić: czekać czy próbować. Rozmyślam tak ciągnący się czas. Mam ochotę skończyć to sama i
odejść stąd. Zaczynam wspominać najlepsze chwile mojego życia, które mnie przy nim trzymają.
Z wspomnień wyciąga mnie...
-Klara?!- Podnoszę się natychmiast z ziemi.
-Cicho!
-Co tu robisz?- Patrze z nie dowierzaniem na mojego wroga.
-Ja... Ja..ym.- Jąka się.- Nie wiem od czego zacząć. Coś co Ci wszystko wytłumaczy to, to, że jestem Córką posłańca.
-Że kogo?!- Przewraca oczami i zaczyna mi tłumaczyć.- Jeżeli dobrze rozumiem to "Posłańcem" jest przywódzca tej całej
paranoi. Tak?
-Tak.- Wzdycha.
-Więc dlatego wszystko wiedziałaś?- Przytakuje.- To czemu do cholery zamiast mi wprost powiedzieć co mam zrobić... To Ty
wolałaś zabierać mi chłopaka, obgadywać z przyjaciółkami i ośmieszać przed klasą?!- Znów kiwa głową.- Więc po co teraz
przyszłaś?!
-Bo nie chce być taka jak Oni. Jestem inna i nie potrafię Ci tego zrobić.- Spuszcza głowę.
-Niby czego? I tak zrobiłaś mi wystarczająco dużo!
-Ale chcą żebym to Ja zrobiła! Chcą, żebym Cię jutro zabiła, żeby udowodnić, że jestem godną następczynią Ojca. Tyle, że
Ja tego nie chcę i nigdy nie chciałam być. Wszystko co robiłam- moje zachowanie i udawany charakter to po prostu rozkaz,
któremu nie mogę się sprzeciwić.
-I Ty mi dopiero teraz to mówisz? Przecież bym Ci pomogła!
-Nie mogłam! Poza tym nie mogłabyś nic zrobić!
-Powiedz mi po co przyszłaś, bo nie chce mi się słuchać Twoich wyjaśnień, ani się kłócić!
-Chce Ci pomóc.- Patrzy na mnie uważnie.
-Nie pomożesz mi, nie umiesz i nie wiesz jakie to ryzyko.- Opieram się o ściane z założonymi rękami.
-Może nie wyciągnę Cię stąd, ale pomogę uratować. Mogę Ci pokazać jak się bronić. Przyjmij moją pomoc! Mi i tak nic nie
zrobisz! Jesteśmy rodziną! Jestem taka jak Ty! Mogę Cię nauczyć.
-Dobra pokaż.- Nie chce mi się dłużej prowadzić tej rozmowy.
-Pokazać?!- Zdaje się rozbawiona. -Mogę Ci powiedzieć jak to zrobić, nie próbowałam tego nigdy.
-To skąd wiesz jak to zrobić?- Patrze zirytowana tym gadaniem.
-Po prostu wiem. A teraz spróbuję Ci wytłumaczyć na czym to polega, ale musimy się spieszyć, bo jak ktoś wejdzie będzie
problem.- Siadam na twardym materacu i zaczynam uważnie słuchać.- Musisz sobie wyobrazić sobie miejsce, w którym właśnie
jesteś lub ludzi i inne rzeczy. Musisz się skupić i we własnej wyobraźni... hmm, może inaczej.- Musisz wyobrazić to
miejsce i co będzie za chwilę, a potem bieg przyszłości się zmieni na złe. Ale w twoim przypadku na dobre bo uratujesz
siebie. Musisz mieć złe lub smutne uczucia. Rozumiesz?
-Chyba tak...
-Powinno się udać. Wytworzysz coś z ogniem co na pewno zatrzyma i zmieni to co ma za chwilę się stać.
-A dlaczego z ogniem?- Pytam zaciekawiona tym tematem.
-To Ty chyba nic nie wiesz...- Przytakuję.- Bo to taki twój żywioł, ogień jest w twoim sercu, umyśle i całym ciele.
-Czyli, że na świecie są żywioły?! Jakieś wróżki z bajek co mają moc- ziemi, wody, powietrza i ognia?!- Zaczynam się
śmiać.
-Nie! Jest ogień i woda. Ogień zabija, a woda ratuję. Jak dobro i zło, ale Ty zła nie jesteś. A woda chyba już wymarła.
Powietrze to- wiatr, a ziemia?- uśmiecha się.- Nie słyszałam że da się tworzyć rośliny lub ruszać ziemią.
-A ogniem to się da?
-Nie do końca. Ty go nie wytwarzasz tylko... eh, nie umiem Ci wytłumaczyć. Ty go tworzysz z Twoich uczuć! To co się tłumi
w środku wychodzi na zewnątrz.
Ktoś wchodzi. Rzucam się na niego i już leży na ziemi przyciśnięty do podłogi.
-Klara drzwi!- Zamyka je.- Kto to?
-To Jack... Uczy mnie wszystkiego.- Patrze na nią dziwnie.
-Puść mnie!- Woła.
-Zamknij się!- Przyciskam jego twarz mocniej.- Po co przyszedłeś?!
-Zabrać, córkę Pana.
-Skąd wiesz, że tu jest?! Zaraz! Pana? No nie gadaj, że go tak nazywasz!- Nie odzywa się. Puszczam go.- Jak się wygadasz,
że tu była to...- Wychodzi.
-To ja idę.- Mówi i wychodzi.- Nie martw się, poradzisz sobie...
-Ale jak zabiję Jego?
-Nie wiem, to już Twój problem.
Zasypiam na niewygodnym łóżku.
Otacza mnie ciemność i nic nie widzę. Idę naprzód z wyciągniętymi rękami z oczekiwaniem na dotknięcie ściany, ale gdy
się oriętuję, że idę już dość długo i może tutaj nic nie ma. Czuję się taka samotna i słaba. W środku mam pustkę i nie
mogę nic powiedzieć. Zastanawiam się czy Ja umarłam, ale ... nie mam nic jako dowód tego, więc zaczynam biec, aż się męczę
i rezygnuję. Chcę upaść na ziemię, ale zamiast zimnej powierzchni jaką czułam pod stopami. Teraz nic nie ma. Zaczynam
spadać w wieczną otchłań i gdy czuję straszliwy ból po niespodziewanym upadku...
...Budzę się, a nade mną udawana matka.
-Czego chcesz?!- Wstaję i odpycham ją.
-Powiedzieć Ci, że za godzinę przychodzimy i zaczynamy.
-Śnisz! a to co zrobiłaś?! Nie przegram z bandą wariatów! I przeżyję, bo mam dla kogo! Kiedyś byłabyś Tą, dla której życie
bym oddała... A dziś Sama osobiście Cię zabiję!- Marszczę brwi.
-Przykro mi, ale... Nic z tych rzeczy, cokolwiek zrobisz... cokolwiek sobie teraz myślisz to się mylisz.
-Często popełniałam błędy i się mylę lub po prostu kłamię, żeby mieć rację, ale nie DZIŚ! To jest dzień po którym zacznę
normalnie żyć i na pewno się nie poddam w tej chwili! Zapomnij.
-Myśl co chcesz lecz rzeczywistość jest inna. Ostatnim razem udało Ci się, bo jesteś bezgranicznie zakochana i
nie chciałaś tego stracić, ale... teraz Go tu nie ma i nie będzie, więc nie będziesz miała złych uczuć, ani złości, ani
smutku... NIC.
-Wy jesteście moją złością i smutkiem!
Wychodzi, a ja staram się myśleć pozytywnie i wierzyć, że mi się uda. Dla siebie i Jasona.
-Dlaczego?! Czemu to zrobiłam, przecież nie chciałam! Nie wiem nawet jak to zrobiłam!- Krzyczałam w myślach, a w
rzeczywistości uderzałam pięścią w ścianę.- Zabiłam człowieka!- Rozdzieram opaskę na oczy i wyżywam się krzykiem i waląc
teraz z całych sił w drzwi.- Skrzywdziłam tyle ludzi!
Nie mogę się z tym pogodzić. To straszne i nie umiem opisać tego co dzieje się teraz w mojej głowie.- Wielki chaos.
Wchodzi mój wujek- zabójca. Automatycznie wstaję i się na niego rzucam, lecz od razu wchodzi jeszcze dwóch mężczyzn i
mnie łapie za ręce, wykrzywiając je do tyłu.
-Czego chcesz?!
-Spokojnie! Chce pogadać, bez przemocy.
-To według Ciebie, trzymanie mnie tu to co to jest?!
-Chwilowe przetrzymanie.- Wciąż mówi spokojnie i pokazuje, że jest pewny siebie.
-Chyba więzienie! Takich drani jak Ty to tylko do piekła posłać!- Marszczy brwi.
-Mniejsza o to. Dlaczego to zrobiłaś?- Parze się na niego dziwnie.
-Niby co?!- Następuje oświecenie.
-Nie wiedziałem, że jesteś, aż tak silna, żeby oślepić kilkadziesiąt ludzi naraz oraz jednego zabić.- Spuszczam głowę na
samą myśl o tej sytuacji.
-A co miałam zrobić? Nie mogliście go mi odebrać.
-Ale teraz i tak Ci Go zabierzemy skoro tu zostałaś.
-Może i tak, ale wiem, że nie jestem taka jak wy! Byście zabijali niewinnych ludzi i nie mieli nic na sumieniu, mówiąc,
że dobrze zrobiliście! Tylko spójrz na siebie! Jesteś szczęśliwy z cudzego nieszczęścia!
-Ty na pewno nie jesteś winna? Zastanów się i powiedz dlaczego tu jesteś?!
-Nie wiem! Nie miałabym pojęcia o niczym, to wy mi to pokazaliście zmuszając mnie do tego czynu!
Wzrusza ramionami i wychodzi- Zostaje uwolniona tuż przed zatrzaśnięciem drzwi.
-Tchórz! Nawet nie umiesz się obronić!- Siadam pod ścianą i chowam głowę w kolanach.
Nie wiem co mam teraz zrobić: czekać czy próbować. Rozmyślam tak ciągnący się czas. Mam ochotę skończyć to sama i
odejść stąd. Zaczynam wspominać najlepsze chwile mojego życia, które mnie przy nim trzymają.
Z wspomnień wyciąga mnie...
-Klara?!- Podnoszę się natychmiast z ziemi.
-Cicho!
-Co tu robisz?- Patrze z nie dowierzaniem na mojego wroga.
-Ja... Ja..ym.- Jąka się.- Nie wiem od czego zacząć. Coś co Ci wszystko wytłumaczy to, to, że jestem Córką posłańca.
-Że kogo?!- Przewraca oczami i zaczyna mi tłumaczyć.- Jeżeli dobrze rozumiem to "Posłańcem" jest przywódzca tej całej
paranoi. Tak?
-Tak.- Wzdycha.
-Więc dlatego wszystko wiedziałaś?- Przytakuje.- To czemu do cholery zamiast mi wprost powiedzieć co mam zrobić... To Ty
wolałaś zabierać mi chłopaka, obgadywać z przyjaciółkami i ośmieszać przed klasą?!- Znów kiwa głową.- Więc po co teraz
przyszłaś?!
-Bo nie chce być taka jak Oni. Jestem inna i nie potrafię Ci tego zrobić.- Spuszcza głowę.
-Niby czego? I tak zrobiłaś mi wystarczająco dużo!
-Ale chcą żebym to Ja zrobiła! Chcą, żebym Cię jutro zabiła, żeby udowodnić, że jestem godną następczynią Ojca. Tyle, że
Ja tego nie chcę i nigdy nie chciałam być. Wszystko co robiłam- moje zachowanie i udawany charakter to po prostu rozkaz,
któremu nie mogę się sprzeciwić.
-I Ty mi dopiero teraz to mówisz? Przecież bym Ci pomogła!
-Nie mogłam! Poza tym nie mogłabyś nic zrobić!
-Powiedz mi po co przyszłaś, bo nie chce mi się słuchać Twoich wyjaśnień, ani się kłócić!
-Chce Ci pomóc.- Patrzy na mnie uważnie.
-Nie pomożesz mi, nie umiesz i nie wiesz jakie to ryzyko.- Opieram się o ściane z założonymi rękami.
-Może nie wyciągnę Cię stąd, ale pomogę uratować. Mogę Ci pokazać jak się bronić. Przyjmij moją pomoc! Mi i tak nic nie
zrobisz! Jesteśmy rodziną! Jestem taka jak Ty! Mogę Cię nauczyć.
-Dobra pokaż.- Nie chce mi się dłużej prowadzić tej rozmowy.
-Pokazać?!- Zdaje się rozbawiona. -Mogę Ci powiedzieć jak to zrobić, nie próbowałam tego nigdy.
-To skąd wiesz jak to zrobić?- Patrze zirytowana tym gadaniem.
-Po prostu wiem. A teraz spróbuję Ci wytłumaczyć na czym to polega, ale musimy się spieszyć, bo jak ktoś wejdzie będzie
problem.- Siadam na twardym materacu i zaczynam uważnie słuchać.- Musisz sobie wyobrazić sobie miejsce, w którym właśnie
jesteś lub ludzi i inne rzeczy. Musisz się skupić i we własnej wyobraźni... hmm, może inaczej.- Musisz wyobrazić to
miejsce i co będzie za chwilę, a potem bieg przyszłości się zmieni na złe. Ale w twoim przypadku na dobre bo uratujesz
siebie. Musisz mieć złe lub smutne uczucia. Rozumiesz?
-Chyba tak...
-Powinno się udać. Wytworzysz coś z ogniem co na pewno zatrzyma i zmieni to co ma za chwilę się stać.
-A dlaczego z ogniem?- Pytam zaciekawiona tym tematem.
-To Ty chyba nic nie wiesz...- Przytakuję.- Bo to taki twój żywioł, ogień jest w twoim sercu, umyśle i całym ciele.
-Czyli, że na świecie są żywioły?! Jakieś wróżki z bajek co mają moc- ziemi, wody, powietrza i ognia?!- Zaczynam się
śmiać.
-Nie! Jest ogień i woda. Ogień zabija, a woda ratuję. Jak dobro i zło, ale Ty zła nie jesteś. A woda chyba już wymarła.
Powietrze to- wiatr, a ziemia?- uśmiecha się.- Nie słyszałam że da się tworzyć rośliny lub ruszać ziemią.
-A ogniem to się da?
-Nie do końca. Ty go nie wytwarzasz tylko... eh, nie umiem Ci wytłumaczyć. Ty go tworzysz z Twoich uczuć! To co się tłumi
w środku wychodzi na zewnątrz.
Ktoś wchodzi. Rzucam się na niego i już leży na ziemi przyciśnięty do podłogi.
-Klara drzwi!- Zamyka je.- Kto to?
-To Jack... Uczy mnie wszystkiego.- Patrze na nią dziwnie.
-Puść mnie!- Woła.
-Zamknij się!- Przyciskam jego twarz mocniej.- Po co przyszedłeś?!
-Zabrać, córkę Pana.
-Skąd wiesz, że tu jest?! Zaraz! Pana? No nie gadaj, że go tak nazywasz!- Nie odzywa się. Puszczam go.- Jak się wygadasz,
że tu była to...- Wychodzi.
-To ja idę.- Mówi i wychodzi.- Nie martw się, poradzisz sobie...
-Ale jak zabiję Jego?
-Nie wiem, to już Twój problem.
Zasypiam na niewygodnym łóżku.
Otacza mnie ciemność i nic nie widzę. Idę naprzód z wyciągniętymi rękami z oczekiwaniem na dotknięcie ściany, ale gdy
się oriętuję, że idę już dość długo i może tutaj nic nie ma. Czuję się taka samotna i słaba. W środku mam pustkę i nie
mogę nic powiedzieć. Zastanawiam się czy Ja umarłam, ale ... nie mam nic jako dowód tego, więc zaczynam biec, aż się męczę
i rezygnuję. Chcę upaść na ziemię, ale zamiast zimnej powierzchni jaką czułam pod stopami. Teraz nic nie ma. Zaczynam
spadać w wieczną otchłań i gdy czuję straszliwy ból po niespodziewanym upadku...
...Budzę się, a nade mną udawana matka.
-Czego chcesz?!- Wstaję i odpycham ją.
-Powiedzieć Ci, że za godzinę przychodzimy i zaczynamy.
-Śnisz! a to co zrobiłaś?! Nie przegram z bandą wariatów! I przeżyję, bo mam dla kogo! Kiedyś byłabyś Tą, dla której życie
bym oddała... A dziś Sama osobiście Cię zabiję!- Marszczę brwi.
-Przykro mi, ale... Nic z tych rzeczy, cokolwiek zrobisz... cokolwiek sobie teraz myślisz to się mylisz.
-Często popełniałam błędy i się mylę lub po prostu kłamię, żeby mieć rację, ale nie DZIŚ! To jest dzień po którym zacznę
normalnie żyć i na pewno się nie poddam w tej chwili! Zapomnij.
-Myśl co chcesz lecz rzeczywistość jest inna. Ostatnim razem udało Ci się, bo jesteś bezgranicznie zakochana i
nie chciałaś tego stracić, ale... teraz Go tu nie ma i nie będzie, więc nie będziesz miała złych uczuć, ani złości, ani
smutku... NIC.
-Wy jesteście moją złością i smutkiem!
Wychodzi, a ja staram się myśleć pozytywnie i wierzyć, że mi się uda. Dla siebie i Jasona.
niedziela, 24 czerwca 2012
28!!! Sory, że krótki.
ROZDZIAŁ 28
Stał jak wryty. Wyszeptał tylko trzy słowa.
-Nie wiedziałem. Przepraszam.- Wtedy do pokoju wszedł zakapturzony zakonnik.
-Macie!- Rzuca nam płaszcze.- Idziemy zanim się zoriętują.
Nakładamy takie same jak On ma- Czarne "peleryny" i po cichu wychodzimy z tego więzienia. Na początku idziemy przez
zwykły korytarz oświetlony co jakiś czas świecami i dochodzimy do schodów. Oznacza to, że byliśmy w takiej piwnicy, dlatego
nie było okien. Mężczyzna idzie pierwszy, ja druga, a Jason ostatni. Idziemy w ciszy. Mijamy kolejne to drzwi do pokoi i
docieramy do wyjścia.
-Gdzie nas prowadzisz? Znamy drogę.
-Miałem was wypuścić i to robię.
-Miałeś uwolnić i jesteśmy wolni! Jest już noc i niedługo pokaże się słońce, więc z łaski swojej my już pójdziemy.
-Nie!- Zatrzymuję się i dziwnie na niego patrzę.
-Niby czemu?
-Tam jest skrót i będziesz szła połowę drogi mniej.- Wzruszam ramionami i idę za nim.
Idziemy przez 5 minut i za małym iglastym lasem jest polana.
-Co to!? Miałeś mnie stąd wyprowadzić!!!- Przede mną stoją ludzie w czarnych strojach, a dwoje z nich związują nam ręce i
prowadzą na środek.
-Dziewczyne odprowadź! Jeszcze zdąży przyjść tu jutro.- Rzucają Jasona na ziemię i kładą głowę na kawałku drewna. A
raczej tak żeby była tylko szyja wystawiona.
-Nie!- Rzucam się i szarpię, ale jestem za słaba i ciągną mnie do tyłu. Widzę jak klękają i modlą się do wschodzącego
słońca. Jeden trzyma znikające za drzewami ciało. Ma w ręce ogromny topór i wiem co chce nim zrobić, ale ja nie pozwole.
-Zostaw mnie Ty zdrajco! Znów czuję ból w sercu, ale tym razem tak wielki, że upadam, podtrzymana na jego rękach.
Dalej mnie ciągnie jak najdalej. Trace oddech i póki jeszcze mogę się ruszać z całej siły z zaskoczenia wyrywam się i
odwracam do niego i stoję nim twarzą w twarz.
-Twoje oczy!!!- Upada i się cofa.
-Przestań! Nic nie robią i przestańcie się ich czepiać! Są moje i mogą mieć kolor jaki chcą!
Nagle zaczyna krzyczeć, trzyma twarz w dłoniach, a ja nie wiem co się dzieje. Odsłąnia je i sama, aż pisnęłam.
-Wiedźma!- Krzykną kiedy jego oczodoły się wypalały. Nie widać było płomieni, lecz żar, którego ciepło sama poczułam
stojąc kilka metrów dalej.
-To nie ja!- Nie wiem co zrobić, coraz ciężej oddycham, a serce bije szybciej. Jęczy z bólu i popiskuje.
-Ty! Ty jesteś sprawcą wszystkiego co złe na świecie!
-Nie wybrałam sobie tego, a ty jakbyś mnie nie zdradził byś teraz nie cierpiał! Mogłeś nas puścić!- Czuję coraz większą
nienawiść do tego człowieka. Zaczyna się wydzierać na cały głos i zdziera z klatki piersiowej górną część szaty. Odskakuję
przerażona już na całego.
Jego lewa pierś wypala się jak oczy, krew spływa mu z miejsca oczu i teraz z serca. Teraz rozumiem, że to przeze mnie.
Nawet mu nie współczuję. Zasłużył na to, ale to też człowiek, ale jet już za późno, pada i z jego ciała unosi się już
tylko dym. Ksztuszę się z tego smrodu.
Nie mam czasu i wracam bez planu, aby uratować Tego za którym płakałabym całe życie. Wbiegam na polane i wszyscy mają
zamknięte oczy oprócz istoty z toporem.
-Nie!!!- Teraz wszystkie oczy patrzą się na mnie.
-Zabij!- Krzyczą.
Biegnę i ostrze już opada. Wiem, że nie dobiegnę dlatego padam na kolana i z bólu wydaje przeraźliwy krzyk. Wszyscy
padają z wyjątkiem jednej osoby. Widze tylko nogi, bo wciąż klęcze skulona i wydaję z siebie głos póki mi tchu nie
zabraknie.
-Nie zranisz rodziny i tych, których kochasz, więc skoro padli mierz się ze mną.- Woła.\
Zabrakło mi powietrza i przestaje. Wstaje i rozglądam się. Dookoła, jakby cmentarzysko bez nagrobków, a z odsłoniętymi
ciałami. Broń jest wbita w jej właściciela, prosto między oczami. Nie zdążyła upaść i Jason żyje, wiem to.
-A teraz spróbuj go uratować!!!- Wyciągną topór z twarzy tego człowieka.
Biegnę w jego stronę i zablokowuję mu rękę, aby nie ścią go.
-Jason! Wstań i uciekaj przed siebie.- Krzyczę, a On z założonym workiem na głowie zaczyna biec pomimo potykania się o
leżące szczątki. Odrzucam broń i rzucam się do ucieczki. Widzę Jasona pod drzewem ze zdjętym już workiem- uwolnił się.
Nagle coś sprawia, że się przewracam, TO RĘKA!!!
-Puszczaj!- Kopie i nie mogę uwolnić się z uścisku ręki. Jason biegnie do mnie. Wtedy wszyscy się podnoszą, ale mają
zamknięte oczy, z pod zamkniętych powiek wypływa krew.
-Jason! uciekaj zanim Cię złapią!- Krzyczę na całe gardło.
-Nie! Tym razem Cię nie zostawię samej!
-Posłuchaj się choć raz!- Patrze na niego, gdy się zatrzymuje i nie wie co zrobić.- No dalej! IDŹ i nie wracaj!
-Pójdę, ale wrócę i nie zostawię Cię tutaj!- Ucieka i znika za lasem.
-Źle zrobiłaś!- Mówi głos za mną i słyszę w nim gniew.
Po chwili nic nie widzę i bez oporu wracam z nimi. Dręczy mnie tylko jedna myśl "Zabiłam Go". Jak ja mogłam to zrobić,
przecież zawsze nawet przy zwykłym filmie współczuję ludziom, nawet tym złym. Ale dziś to nie byłam Ja. To nie moje serce
zrobiło, ale złość i wszystkie uczucia które mną wtedy miotały.
chodzę po schodach ostrożnie i wrzucają mnie do pokoju i czekam tam na jutrzejszą śmierć, tak brutalną jak tą, którą ja
popełniłam.
Stał jak wryty. Wyszeptał tylko trzy słowa.
-Nie wiedziałem. Przepraszam.- Wtedy do pokoju wszedł zakapturzony zakonnik.
-Macie!- Rzuca nam płaszcze.- Idziemy zanim się zoriętują.
Nakładamy takie same jak On ma- Czarne "peleryny" i po cichu wychodzimy z tego więzienia. Na początku idziemy przez
zwykły korytarz oświetlony co jakiś czas świecami i dochodzimy do schodów. Oznacza to, że byliśmy w takiej piwnicy, dlatego
nie było okien. Mężczyzna idzie pierwszy, ja druga, a Jason ostatni. Idziemy w ciszy. Mijamy kolejne to drzwi do pokoi i
docieramy do wyjścia.
-Gdzie nas prowadzisz? Znamy drogę.
-Miałem was wypuścić i to robię.
-Miałeś uwolnić i jesteśmy wolni! Jest już noc i niedługo pokaże się słońce, więc z łaski swojej my już pójdziemy.
-Nie!- Zatrzymuję się i dziwnie na niego patrzę.
-Niby czemu?
-Tam jest skrót i będziesz szła połowę drogi mniej.- Wzruszam ramionami i idę za nim.
Idziemy przez 5 minut i za małym iglastym lasem jest polana.
-Co to!? Miałeś mnie stąd wyprowadzić!!!- Przede mną stoją ludzie w czarnych strojach, a dwoje z nich związują nam ręce i
prowadzą na środek.
-Dziewczyne odprowadź! Jeszcze zdąży przyjść tu jutro.- Rzucają Jasona na ziemię i kładą głowę na kawałku drewna. A
raczej tak żeby była tylko szyja wystawiona.
-Nie!- Rzucam się i szarpię, ale jestem za słaba i ciągną mnie do tyłu. Widzę jak klękają i modlą się do wschodzącego
słońca. Jeden trzyma znikające za drzewami ciało. Ma w ręce ogromny topór i wiem co chce nim zrobić, ale ja nie pozwole.
-Zostaw mnie Ty zdrajco! Znów czuję ból w sercu, ale tym razem tak wielki, że upadam, podtrzymana na jego rękach.
Dalej mnie ciągnie jak najdalej. Trace oddech i póki jeszcze mogę się ruszać z całej siły z zaskoczenia wyrywam się i
odwracam do niego i stoję nim twarzą w twarz.
-Twoje oczy!!!- Upada i się cofa.
-Przestań! Nic nie robią i przestańcie się ich czepiać! Są moje i mogą mieć kolor jaki chcą!
Nagle zaczyna krzyczeć, trzyma twarz w dłoniach, a ja nie wiem co się dzieje. Odsłąnia je i sama, aż pisnęłam.
-Wiedźma!- Krzykną kiedy jego oczodoły się wypalały. Nie widać było płomieni, lecz żar, którego ciepło sama poczułam
stojąc kilka metrów dalej.
-To nie ja!- Nie wiem co zrobić, coraz ciężej oddycham, a serce bije szybciej. Jęczy z bólu i popiskuje.
-Ty! Ty jesteś sprawcą wszystkiego co złe na świecie!
-Nie wybrałam sobie tego, a ty jakbyś mnie nie zdradził byś teraz nie cierpiał! Mogłeś nas puścić!- Czuję coraz większą
nienawiść do tego człowieka. Zaczyna się wydzierać na cały głos i zdziera z klatki piersiowej górną część szaty. Odskakuję
przerażona już na całego.
Jego lewa pierś wypala się jak oczy, krew spływa mu z miejsca oczu i teraz z serca. Teraz rozumiem, że to przeze mnie.
Nawet mu nie współczuję. Zasłużył na to, ale to też człowiek, ale jet już za późno, pada i z jego ciała unosi się już
tylko dym. Ksztuszę się z tego smrodu.
Nie mam czasu i wracam bez planu, aby uratować Tego za którym płakałabym całe życie. Wbiegam na polane i wszyscy mają
zamknięte oczy oprócz istoty z toporem.
-Nie!!!- Teraz wszystkie oczy patrzą się na mnie.
-Zabij!- Krzyczą.
Biegnę i ostrze już opada. Wiem, że nie dobiegnę dlatego padam na kolana i z bólu wydaje przeraźliwy krzyk. Wszyscy
padają z wyjątkiem jednej osoby. Widze tylko nogi, bo wciąż klęcze skulona i wydaję z siebie głos póki mi tchu nie
zabraknie.
-Nie zranisz rodziny i tych, których kochasz, więc skoro padli mierz się ze mną.- Woła.\
Zabrakło mi powietrza i przestaje. Wstaje i rozglądam się. Dookoła, jakby cmentarzysko bez nagrobków, a z odsłoniętymi
ciałami. Broń jest wbita w jej właściciela, prosto między oczami. Nie zdążyła upaść i Jason żyje, wiem to.
-A teraz spróbuj go uratować!!!- Wyciągną topór z twarzy tego człowieka.
Biegnę w jego stronę i zablokowuję mu rękę, aby nie ścią go.
-Jason! Wstań i uciekaj przed siebie.- Krzyczę, a On z założonym workiem na głowie zaczyna biec pomimo potykania się o
leżące szczątki. Odrzucam broń i rzucam się do ucieczki. Widzę Jasona pod drzewem ze zdjętym już workiem- uwolnił się.
Nagle coś sprawia, że się przewracam, TO RĘKA!!!
-Puszczaj!- Kopie i nie mogę uwolnić się z uścisku ręki. Jason biegnie do mnie. Wtedy wszyscy się podnoszą, ale mają
zamknięte oczy, z pod zamkniętych powiek wypływa krew.
-Jason! uciekaj zanim Cię złapią!- Krzyczę na całe gardło.
-Nie! Tym razem Cię nie zostawię samej!
-Posłuchaj się choć raz!- Patrze na niego, gdy się zatrzymuje i nie wie co zrobić.- No dalej! IDŹ i nie wracaj!
-Pójdę, ale wrócę i nie zostawię Cię tutaj!- Ucieka i znika za lasem.
-Źle zrobiłaś!- Mówi głos za mną i słyszę w nim gniew.
Po chwili nic nie widzę i bez oporu wracam z nimi. Dręczy mnie tylko jedna myśl "Zabiłam Go". Jak ja mogłam to zrobić,
przecież zawsze nawet przy zwykłym filmie współczuję ludziom, nawet tym złym. Ale dziś to nie byłam Ja. To nie moje serce
zrobiło, ale złość i wszystkie uczucia które mną wtedy miotały.
chodzę po schodach ostrożnie i wrzucają mnie do pokoju i czekam tam na jutrzejszą śmierć, tak brutalną jak tą, którą ja
popełniłam.
sobota, 23 czerwca 2012
27!!!
27 ROZDZIAŁ
-R O S E !- Zawołał.- Żyjesz?!- Potrząsał mną. Otworzyłam lekko oczy i mrugnęłam.- Wszystko OK?
-Chyba tak, ale nie mogę ruszyć nogami i kręci mi się w głowie.- Patrze przejęta na Jasona.- A co Ty tu robisz?!
-To samo co Ty, tylko, że byłem pierwszy.- Lekko się uśmiecha.-A od kiedy, nie wiem, nie ma tu okna, więc nie wiem nawet
jaka jest pora dnia.
-Chyba środek dnia. Zabrali mnie w nocy, więc jest dzień, albo i wieczór, zależy jak się przemieszczali.- zastanawiam
się. Próbuję wstać. Pomimo pomocy, nie mogę ustać.
-Co się dzieje?- Pytam siadając znów drewnianej podłodze.
-Trucizna nie przestała jeszcze działać.
-Że co?! Skąd wiesz.- On tylko wzdycha i daje do zrozumienia, że nie chce mu wyjaśniać.- A kiedy przestanie?
-Zależy kiedy ją dostałaś i w jakiej ilości. Ale jak widzę to musiałaś dostać sporo.
-A dlaczego?- Pytam zdziwiona, że tyle wie.
-Jesteś tak blada, że prawie biała i ręce Ci się trzęsą.- Spoglądam na dłonie, które rzeczywiście takie są.- A tak poza
tym wyglądasz, przepraszam, że to powiem...- Strasznie, jakbyś nie spała od tygodnia, nie mówiąc o tych wystających
żebrach.- Patrze na niego. Kiedy widział mój brzuch?- Zerkam również i na tą część ciała. Spostrzegam nie swoją starą
bluzę, ale skórzaną kurtkę.
-Po co mi ją dawałeś?!- Zaczynam rozsuwać kurtkę. Jednak znów jest zasunięta kiedy spostrzegam, że nie mam pod spodem
swojej bluzki.
-Właśnie dlatego. Musiałaś się nieźle szarpać żeby aż tak zniszczyć bluzkę, że sama spadała.- Wyskoczył mi rumieniec na
policzkach, bo ten moment dobrze pamiętałam.
Rozejrzałam się dookoła.- Zwykły mały pokój, drewniane podłogi, białe ściany coś przypominające łóżko i jedna lampa.
-Chodź.- Pomaga mi wstać i idę praktycznie podpierając się o niego, a nie na własnych nogach. Siadam na twardym materacu
z drewnianymi nogami.
Drzwi lekko się uchylają i wchodzi mężczyzna-zakonnik.
-O! Proszę, już się obudziła!- Patrze na ten jego uśmiech cwaniaczka i mam ochotę go zabić- Teraz, zaraz i w każdym
momencie.
-Po co mnie tu ściągnęliście!-Wzdycha ciężko.
-Przejdźmy do rzeczy. Chcemy, abyś...-nie dokańcza kiedy Jason mu przerywa.
-Nie! Odpowiedziałem już na to i ja się nie zgadzam!
-To jej decyzja nie Twoja chłopcze. Więc nie wtrącaj się!- Podnosi głos.
-Ale chodzi też o mnie, więc NIE!!!
-Mogę wiedzieć co się tu dzieje!!!- Krzyknęłam, aby przypomnieć, że ja tu też jestem.
-Więc chodzi o to, że jeżeli się poddasz, weźmiemy Ciebie, a jego zostawimy przy życiu.- Moje oczy stają się duże, a ja z
powagi sytuacji otwieram usta.
-Jak to przy życiu?! Nie możecie tego zrobić!
-Dlatego wybór jest Twój. Wrócę za kilka godzin i czekam na odpowiedź.
-Co?! Nie czekaj.- Zamyka drzwi.- Wiedziałeś?! Czemu mi nie powiedziałeś!
-Bo nie chciałem! Ja już wybrałem i tak ma zostać!- Wstaje.
-Czyli moja decyzja i Ja się nie liczę?!- Odwraca się i nie odpowiada.- No, więc rozumiem.
-Właśnie, że nie! Robię to, bo aż za bardzo się dla mnie liczysz! Jak nikt inny!
-I dlatego dasz się zabić?! I nie stawisz oporu? Nie będziesz próbował walczyć?!
-Ja nie mogę, ale Ty możesz! Z tego co wiem... Jesteś silniejsza niż myślisz! Mówili coś o Twoich oczach, że one mogą nas
uwolnić! Więc nic nie zależy ode mnie!
-Boże! Co wy macie do moich oczu? Ja nie wiem co się tu dzieje, ale nie mam zamiaru tu siedzieć, tak jak to Ty
zamierzasz!
-Daj spokój! Oboje wiemy jak się to skończy! Albo Ty albo Ja!
-Ale Ty masz rodzinę! Masz do kogo wracać! Ja nie mam, jestem sama i nikt się teraz o mnie nie martwi, Ciebie szuka
policja! Zrozum! Twoje życie ma sens!- Siadam na podłodze i podsuwam się pod ścianę- Skąd wiesz co będzie! Nikt nie wie,
a ja nie mam zamiaru przegrać z jakimiś psycholami!
-Ty nic nie wiesz! Rozmawiałem z Klarą i wytłumaczyła mi.
-Co?! Z kim?! Jak z nią gadałeś?! Przecież...
-Była tu! A Ty jesteś paranormalna! Możesz zabić ich wszystkich! Możesz zrobić z nimi co chcesz! Nie możesz zranić osoby,
której kochasz ani swojej rodziny, te osoby możesz tylko własnymi rękami uśmiercić! Rób co chcesz! Ja się nie mieszam!
Nagle ktoś stoi w drzwiach. To ten sam człowiek.
-Moglibyście być ciszej? Nie jesteście tu sami, poza tym wciąż czekam na decyzję.
-Podjęta.-Odpowiadamy zgodnie razem.- Ja zostaje znów oboje. Patrzymy na siebie.
-To moja decyzja i ja zostaje.
-A może oboje?
-Nie!!!
-Ale oboje chcecie, więc chłopak jutro o świcie, a Ty piętnastego o północy. Ustalone! Żegnam.
-Co żeś zrobił?
-Ja? To Ty i nie zwalaj na mnie!- Uciszam się i więcej już się nie odzywałam.
Przez całą noc panowała cisza, aż się obudziłam. Odskoczyłam od Jasona leżącego obok na łóżku i spostrzegłam, że już
normalnie chodzę.
-Dlaczego mnie dotykałeś?!- Budzi się.- Jestem przecież Twoim zdaniem PARANORMALNA!!!
-Znów chcesz się kłócić?
-Znów? Wczorajsza nie została skończona! A Ty powinieneś się teraz martwić, bo zaraz umrzesz!
-Przynajmniej słusznie i dla kogoś, za kogoś, ale Ty musiałaś być bohaterką i zabić siebie!
Wale w ścianę i w tej chwili poczułam jakby serce mnie zabolało. Upadam na kolana i głęboko oddycham.
-Co się stało.- Wstaje, ale zatrzymuje go ręką.
-Nie podchodź! Odejdź i zostaw mnie w spokoju!- Odsuwam się na czworaka do kąta i siedzę tam dość długo kiedy odzywa się:
-Jesteś głodna?
-Nie.- Odpowiadam ostro.
-Zaraz powinni coś przynieść, tak jak wczoraj.
-Mówiłam, że nie jestem głodna!
-Ale powinnaś.- Odpowiada cicho i siedzi dalej po drugiej stronie małego pokoju.
Zastanawiam się co będzie jak po niego przyjdą, co zrobi i co ja zrobię. Czasami nie opanowuję emocji. Nie mogę przestać
o tym myśleć. Ten strach zżera mnie od środka, a na zewnątrz nic nie widać. Tylko ja to czuję i chce przerwać tą dziwną
ciszę normalną rozmową, ale nie potrafię, albo znowu zacznie się kłótnia, albo sama nie zdobędę się na odwagę żeby się
odezwać.
Ktoś wchodzi z talerzem z jakimś świństwem i stawia na podłodze. Jednak nie odejdzie tak po prostu, zamykam szybko
drzwi i zagradzam mu drogę. Czuję jego przerażenie, czuję i widzę. Jason siedzi z tyłu i patrzy na całą sytuację.
Podchodzę do trochę wyższego mężczyzny. Nie wiem co zrobię, ale na pewno nic dobrego dla tego tutaj.
-Wypuść mnie!
-Nie krzycz. Wszystko będzie dobrze jak nas stąd wypuścisz.- Mówię powoli.
-A jak nie to co?- Jego wzrok zdradza jaki jest słaby,
-Nic przyjemnego.- Szepcze mu do ucha.
-Ale ja nie mogę! Zabiją mnie za to i nie zrobię tego.
-Nie chcesz zginąć? To wyprowadź nas stąd i będziesz wolny... Nic Ci nie zrobię.
Namyśla się i zaprzecza głową, że się nie zgadza. Nie wiem c zrobić, więc powoli wyciągam rękę z nadzieją, że się
przestraszy, ale to co zrobił to mało powiedziane. On padł na kolana i błagał o życie.
-To nas wyprowadź!
-Zgoda! Tylko proszę, nic mi nie rób.- Będę przychodził po Twojego przyjaciela i wtedy Wam pomogę.
-Skąd mogę wiedzieć, że mogę Ci ufać?- Ale widzę go jak drży, więc pozwalam Mu odejść i siadam pod ścianą i patrze na
Jasona, który nie wie co powiedzieć.
-Co się gapisz?!
-Nic, ciekawi mnie co zrobisz jak nas zdradzi tamtym i natychmiast zabiją nas dwoje.
-Nie wiem, ale próbuję!
-A czy możesz mi wyjaśnić czego jeszcze chcą? Czego nas chcą zabić skoro dałaś im to co chcieli?!
-Nie mieszaj się!
-Mam prawo wiedzieć! Jest coś czego nie wiem?!- Patrze na niego bez słowa i zdaję sobie sprawę, że to mnie zdradziło.-
Słucham?! Czego ten facet bał się Ciebie? O co chodzi z oczami? Dlaczego właśnie Ty, bo ja już nie rozumiem!
Siedzę cicho i wbijam wzrok w podłogę i siedzę tak niezliczony czas, w końcu zasypiam.
Budzi mnie Jason.
-Zaraz idę, Twój przyjaciel się nie pojawia.- Odsuwa się.
-Boisz się?- Wymksnęło mi się.
-Trochę...- Mówi cicho.- Przed tym mogłabyś mi powiedzieć i wytłumaczyć?
-Nie chce o tym mówić.- odpowiadam spokojnie. Patrzy na mnie błagalnie.- NIE! NIE I KONIEC!
-Czy musisz być taka uparta?!- Przeszywam go wzrokiem.
-Na prawde chcesz wiedzieć?!- Podnoszę się i staję przed nim i zaczynam wykrzykiwać.
-Pochodzę z rodu "morderczych serc". Nawet nie wiem kim byli, ale Ci tutaj mieli za zadanie ich zabić i ja miałam być
ostatnia. Mieli podejrzenia, ale potem zrezygnowali! Kiedy ja otworzyłam książkę, co tylko to pokolenie mogło otworzyć!
Uniemożliwiłam dostęp mojemu WUJKOWI! Temu co chce mnie zabić! Nie wiem o co chodzi z oczami, ale wiem, że posiadam wielką
moc w sercu! Na ostatniej kartce książki byłam JA. Byli tam wszyscy moi przodkowie, których zabili i ja miałam wyznaczoną
już datę. To piętnasty października! Czyli za dwa dni. Ty dziś, a ja potem! Wszystko wiedziałam i tego się tak bałam i
boję. Kiedy powiedziałeś, że wyjeżdżasz, zamknęłam się. Sama, matka uciekła i jest jedną z nich! Zaczęłam pić kofeinę i
napoje energetyzujące. Przestałam jeść i sypiać! Załamałam się. Nie odpisywałeś i poszłam Cię szukać z Sarą, ale Ona
przestraszyła się mnie! Moich oczu! Gdy jestem zła i przerażona lub czuję ból w sercu robią się same takie czarne. Nie mam
na nic wpływu! Jestem zdana na łaskę Boga, bo nic nie rozumiem i nie umiem! TO JA JESTEM POKOLENIEM !!! zawsze szukali
mnie i sama ujawniłam się kiedy otworzyłam tę cholerną księgę! Miałabym spokój, bo ja bym była tu sama, a Ty bezpieczny w
mieście nic nie wiedząc! Jestem pokoleniem i Cię kocham! To przez to nic nie zauważyłam! Trzeba było jechać od razu i
zostawić mnie!- Już płaczę i stoję osłupiała przed nim, z myślą, że powiedziałam Mu prawdę.
-R O S E !- Zawołał.- Żyjesz?!- Potrząsał mną. Otworzyłam lekko oczy i mrugnęłam.- Wszystko OK?
-Chyba tak, ale nie mogę ruszyć nogami i kręci mi się w głowie.- Patrze przejęta na Jasona.- A co Ty tu robisz?!
-To samo co Ty, tylko, że byłem pierwszy.- Lekko się uśmiecha.-A od kiedy, nie wiem, nie ma tu okna, więc nie wiem nawet
jaka jest pora dnia.
-Chyba środek dnia. Zabrali mnie w nocy, więc jest dzień, albo i wieczór, zależy jak się przemieszczali.- zastanawiam
się. Próbuję wstać. Pomimo pomocy, nie mogę ustać.
-Co się dzieje?- Pytam siadając znów drewnianej podłodze.
-Trucizna nie przestała jeszcze działać.
-Że co?! Skąd wiesz.- On tylko wzdycha i daje do zrozumienia, że nie chce mu wyjaśniać.- A kiedy przestanie?
-Zależy kiedy ją dostałaś i w jakiej ilości. Ale jak widzę to musiałaś dostać sporo.
-A dlaczego?- Pytam zdziwiona, że tyle wie.
-Jesteś tak blada, że prawie biała i ręce Ci się trzęsą.- Spoglądam na dłonie, które rzeczywiście takie są.- A tak poza
tym wyglądasz, przepraszam, że to powiem...- Strasznie, jakbyś nie spała od tygodnia, nie mówiąc o tych wystających
żebrach.- Patrze na niego. Kiedy widział mój brzuch?- Zerkam również i na tą część ciała. Spostrzegam nie swoją starą
bluzę, ale skórzaną kurtkę.
-Po co mi ją dawałeś?!- Zaczynam rozsuwać kurtkę. Jednak znów jest zasunięta kiedy spostrzegam, że nie mam pod spodem
swojej bluzki.
-Właśnie dlatego. Musiałaś się nieźle szarpać żeby aż tak zniszczyć bluzkę, że sama spadała.- Wyskoczył mi rumieniec na
policzkach, bo ten moment dobrze pamiętałam.
Rozejrzałam się dookoła.- Zwykły mały pokój, drewniane podłogi, białe ściany coś przypominające łóżko i jedna lampa.
-Chodź.- Pomaga mi wstać i idę praktycznie podpierając się o niego, a nie na własnych nogach. Siadam na twardym materacu
z drewnianymi nogami.
Drzwi lekko się uchylają i wchodzi mężczyzna-zakonnik.
-O! Proszę, już się obudziła!- Patrze na ten jego uśmiech cwaniaczka i mam ochotę go zabić- Teraz, zaraz i w każdym
momencie.
-Po co mnie tu ściągnęliście!-Wzdycha ciężko.
-Przejdźmy do rzeczy. Chcemy, abyś...-nie dokańcza kiedy Jason mu przerywa.
-Nie! Odpowiedziałem już na to i ja się nie zgadzam!
-To jej decyzja nie Twoja chłopcze. Więc nie wtrącaj się!- Podnosi głos.
-Ale chodzi też o mnie, więc NIE!!!
-Mogę wiedzieć co się tu dzieje!!!- Krzyknęłam, aby przypomnieć, że ja tu też jestem.
-Więc chodzi o to, że jeżeli się poddasz, weźmiemy Ciebie, a jego zostawimy przy życiu.- Moje oczy stają się duże, a ja z
powagi sytuacji otwieram usta.
-Jak to przy życiu?! Nie możecie tego zrobić!
-Dlatego wybór jest Twój. Wrócę za kilka godzin i czekam na odpowiedź.
-Co?! Nie czekaj.- Zamyka drzwi.- Wiedziałeś?! Czemu mi nie powiedziałeś!
-Bo nie chciałem! Ja już wybrałem i tak ma zostać!- Wstaje.
-Czyli moja decyzja i Ja się nie liczę?!- Odwraca się i nie odpowiada.- No, więc rozumiem.
-Właśnie, że nie! Robię to, bo aż za bardzo się dla mnie liczysz! Jak nikt inny!
-I dlatego dasz się zabić?! I nie stawisz oporu? Nie będziesz próbował walczyć?!
-Ja nie mogę, ale Ty możesz! Z tego co wiem... Jesteś silniejsza niż myślisz! Mówili coś o Twoich oczach, że one mogą nas
uwolnić! Więc nic nie zależy ode mnie!
-Boże! Co wy macie do moich oczu? Ja nie wiem co się tu dzieje, ale nie mam zamiaru tu siedzieć, tak jak to Ty
zamierzasz!
-Daj spokój! Oboje wiemy jak się to skończy! Albo Ty albo Ja!
-Ale Ty masz rodzinę! Masz do kogo wracać! Ja nie mam, jestem sama i nikt się teraz o mnie nie martwi, Ciebie szuka
policja! Zrozum! Twoje życie ma sens!- Siadam na podłodze i podsuwam się pod ścianę- Skąd wiesz co będzie! Nikt nie wie,
a ja nie mam zamiaru przegrać z jakimiś psycholami!
-Ty nic nie wiesz! Rozmawiałem z Klarą i wytłumaczyła mi.
-Co?! Z kim?! Jak z nią gadałeś?! Przecież...
-Była tu! A Ty jesteś paranormalna! Możesz zabić ich wszystkich! Możesz zrobić z nimi co chcesz! Nie możesz zranić osoby,
której kochasz ani swojej rodziny, te osoby możesz tylko własnymi rękami uśmiercić! Rób co chcesz! Ja się nie mieszam!
Nagle ktoś stoi w drzwiach. To ten sam człowiek.
-Moglibyście być ciszej? Nie jesteście tu sami, poza tym wciąż czekam na decyzję.
-Podjęta.-Odpowiadamy zgodnie razem.- Ja zostaje znów oboje. Patrzymy na siebie.
-To moja decyzja i ja zostaje.
-A może oboje?
-Nie!!!
-Ale oboje chcecie, więc chłopak jutro o świcie, a Ty piętnastego o północy. Ustalone! Żegnam.
-Co żeś zrobił?
-Ja? To Ty i nie zwalaj na mnie!- Uciszam się i więcej już się nie odzywałam.
Przez całą noc panowała cisza, aż się obudziłam. Odskoczyłam od Jasona leżącego obok na łóżku i spostrzegłam, że już
normalnie chodzę.
-Dlaczego mnie dotykałeś?!- Budzi się.- Jestem przecież Twoim zdaniem PARANORMALNA!!!
-Znów chcesz się kłócić?
-Znów? Wczorajsza nie została skończona! A Ty powinieneś się teraz martwić, bo zaraz umrzesz!
-Przynajmniej słusznie i dla kogoś, za kogoś, ale Ty musiałaś być bohaterką i zabić siebie!
Wale w ścianę i w tej chwili poczułam jakby serce mnie zabolało. Upadam na kolana i głęboko oddycham.
-Co się stało.- Wstaje, ale zatrzymuje go ręką.
-Nie podchodź! Odejdź i zostaw mnie w spokoju!- Odsuwam się na czworaka do kąta i siedzę tam dość długo kiedy odzywa się:
-Jesteś głodna?
-Nie.- Odpowiadam ostro.
-Zaraz powinni coś przynieść, tak jak wczoraj.
-Mówiłam, że nie jestem głodna!
-Ale powinnaś.- Odpowiada cicho i siedzi dalej po drugiej stronie małego pokoju.
Zastanawiam się co będzie jak po niego przyjdą, co zrobi i co ja zrobię. Czasami nie opanowuję emocji. Nie mogę przestać
o tym myśleć. Ten strach zżera mnie od środka, a na zewnątrz nic nie widać. Tylko ja to czuję i chce przerwać tą dziwną
ciszę normalną rozmową, ale nie potrafię, albo znowu zacznie się kłótnia, albo sama nie zdobędę się na odwagę żeby się
odezwać.
Ktoś wchodzi z talerzem z jakimś świństwem i stawia na podłodze. Jednak nie odejdzie tak po prostu, zamykam szybko
drzwi i zagradzam mu drogę. Czuję jego przerażenie, czuję i widzę. Jason siedzi z tyłu i patrzy na całą sytuację.
Podchodzę do trochę wyższego mężczyzny. Nie wiem co zrobię, ale na pewno nic dobrego dla tego tutaj.
-Wypuść mnie!
-Nie krzycz. Wszystko będzie dobrze jak nas stąd wypuścisz.- Mówię powoli.
-A jak nie to co?- Jego wzrok zdradza jaki jest słaby,
-Nic przyjemnego.- Szepcze mu do ucha.
-Ale ja nie mogę! Zabiją mnie za to i nie zrobię tego.
-Nie chcesz zginąć? To wyprowadź nas stąd i będziesz wolny... Nic Ci nie zrobię.
Namyśla się i zaprzecza głową, że się nie zgadza. Nie wiem c zrobić, więc powoli wyciągam rękę z nadzieją, że się
przestraszy, ale to co zrobił to mało powiedziane. On padł na kolana i błagał o życie.
-To nas wyprowadź!
-Zgoda! Tylko proszę, nic mi nie rób.- Będę przychodził po Twojego przyjaciela i wtedy Wam pomogę.
-Skąd mogę wiedzieć, że mogę Ci ufać?- Ale widzę go jak drży, więc pozwalam Mu odejść i siadam pod ścianą i patrze na
Jasona, który nie wie co powiedzieć.
-Co się gapisz?!
-Nic, ciekawi mnie co zrobisz jak nas zdradzi tamtym i natychmiast zabiją nas dwoje.
-Nie wiem, ale próbuję!
-A czy możesz mi wyjaśnić czego jeszcze chcą? Czego nas chcą zabić skoro dałaś im to co chcieli?!
-Nie mieszaj się!
-Mam prawo wiedzieć! Jest coś czego nie wiem?!- Patrze na niego bez słowa i zdaję sobie sprawę, że to mnie zdradziło.-
Słucham?! Czego ten facet bał się Ciebie? O co chodzi z oczami? Dlaczego właśnie Ty, bo ja już nie rozumiem!
Siedzę cicho i wbijam wzrok w podłogę i siedzę tak niezliczony czas, w końcu zasypiam.
Budzi mnie Jason.
-Zaraz idę, Twój przyjaciel się nie pojawia.- Odsuwa się.
-Boisz się?- Wymksnęło mi się.
-Trochę...- Mówi cicho.- Przed tym mogłabyś mi powiedzieć i wytłumaczyć?
-Nie chce o tym mówić.- odpowiadam spokojnie. Patrzy na mnie błagalnie.- NIE! NIE I KONIEC!
-Czy musisz być taka uparta?!- Przeszywam go wzrokiem.
-Na prawde chcesz wiedzieć?!- Podnoszę się i staję przed nim i zaczynam wykrzykiwać.
-Pochodzę z rodu "morderczych serc". Nawet nie wiem kim byli, ale Ci tutaj mieli za zadanie ich zabić i ja miałam być
ostatnia. Mieli podejrzenia, ale potem zrezygnowali! Kiedy ja otworzyłam książkę, co tylko to pokolenie mogło otworzyć!
Uniemożliwiłam dostęp mojemu WUJKOWI! Temu co chce mnie zabić! Nie wiem o co chodzi z oczami, ale wiem, że posiadam wielką
moc w sercu! Na ostatniej kartce książki byłam JA. Byli tam wszyscy moi przodkowie, których zabili i ja miałam wyznaczoną
już datę. To piętnasty października! Czyli za dwa dni. Ty dziś, a ja potem! Wszystko wiedziałam i tego się tak bałam i
boję. Kiedy powiedziałeś, że wyjeżdżasz, zamknęłam się. Sama, matka uciekła i jest jedną z nich! Zaczęłam pić kofeinę i
napoje energetyzujące. Przestałam jeść i sypiać! Załamałam się. Nie odpisywałeś i poszłam Cię szukać z Sarą, ale Ona
przestraszyła się mnie! Moich oczu! Gdy jestem zła i przerażona lub czuję ból w sercu robią się same takie czarne. Nie mam
na nic wpływu! Jestem zdana na łaskę Boga, bo nic nie rozumiem i nie umiem! TO JA JESTEM POKOLENIEM !!! zawsze szukali
mnie i sama ujawniłam się kiedy otworzyłam tę cholerną księgę! Miałabym spokój, bo ja bym była tu sama, a Ty bezpieczny w
mieście nic nie wiedząc! Jestem pokoleniem i Cię kocham! To przez to nic nie zauważyłam! Trzeba było jechać od razu i
zostawić mnie!- Już płaczę i stoję osłupiała przed nim, z myślą, że powiedziałam Mu prawdę.
sobota, 16 czerwca 2012
ROZDZIAŁ 26!!!
ROZDZIAŁ 26!!!
Jest dość późno. jestem tak zmęczona, że nie wiem ile pociągne małymi drzemkami na lekcjach przez całe dnie... I
jeszcze cały czas pije ten napój, tyle że zostały ostatnie dwie butelki, będę musiała jutro coś kupić, żeby jeszcze
wytrzymać trzy dni.
Zaczęło mi się strasznie nudzić, nic nie chce mi się robić, więc chodzę w to i z powrotem z nadzieją, że słońce znów
wstanie i minie kolejna męcząca noc i w dodatku samotna. Postanawiam napisać sms'a do Jasona. Piszę to co zwykle
zaczynając rozmowę: "Hej co u Cb?" Zazwyczaj szybko odpisuje z treścią, że wszystko dobrze i jak ja się czuję. Ale dziś
jakoś nie odpisuje. Trochę się martwię, ale może po prostu nie usłyszał dźwięku wiadomości, albo śpi. Wysyłam drugi, ze
znakiem zapytania i wciąż nic. Decyduję się zadzwonić. Po kilku sygnałach włącza się poczta głosowa.
-Może ma wyciszony telefon.- Uspokajam się, ale niepokój wciąż jest i jakby naciska, żebym coś zrobiła, ale nie mam
pojęcia co.
Zaczęła mnie boleć głowa. Słyszę jak ktoś w moich myślach mówi, ale nie wiem co, jest szum i przeraźliwy ból. Biorę
tabletkę z nadzieją, że przejdzie, ale nie pomaga. Wzięłam drugą. Wtedy zaatakował mnie tak silny ból, że złapałam się za
skronie i padłam na kolana. I odezwał się głos w mojej głowie mówiący coś w stylu ostrzeżenia, chciał, żebym uciekała, że
coś mi grozi i muszę się schować. Coś jeszcze powiedział, ale było to niewyraźne i niezrozumiale. Potem cisza.
Wstałam i usiadłam na łóżku przy parapecie. Odsłoniłam roletę i patrzyłam w niebo, zasłonięte chmurami. Coraz pojawiał
się księżyc w kształcie rogalika. Zapowiadało się na niezłą ulewę, a nawet burzę.
Jest już środek nocy, a ja siedzę i patrzę. Nic więcej czekam, aż promienie słońca wyłonią się zza horyzontu, a gwiazdy
znikną i pojawią się białe chmury na niebieskim niebie, o ile będzie ładna pogoda, bo teraz jest dość typowa jesień. Liście
już leżą na ziemi, jest silny wiatr i częste opady deszczu. Nigdy nie lubiłam tej pory roku, uwielbiam wiosnę i czekam na
nią z zaniecierpliwieniem. Te słońce, rozwijające się liście na drzewach, pierwsze ptaki przylatujące, gdy robi się ciepło
oraz ten zapach wczesnych kwiatów. Kocham to uczucie.
Nagle zadzwonił telefon.
-Halo?- Spytałam cicho.
-Dobry wieczór, przepraszam, że tak późno, ale jestem mamą Jasona. Dzwonię do jego przyjaciół, bo nie wrócił na noc i
strasznie się martwię, wiesz może gdzie jest?- Mówi ze zdenerwowanym głosem.
-Przykro mi ale nie wiem.- Odpowiadam.- czy wychodził gdzieś wcześniej? Albo z kim?
-Jakaś dziewczyna przyszła i wzięła go na spacer. Taka dość wysoka i zgrabna z długimi włosami.
"Klara". Od razu wiedziałam, że Ona nie odpuści, tylko co mogła zrobić. A skoro nie mam nic do roboty to się dowiem,
-Jak go zobaczę to od razu do Panią powiadomię. Do widzenia.- Wyłączyłam się, a na samą myśl o Klarze ściskało mnie w
żołądku.
Ubrałam się w dresy ściągane w nogawkach i zwykłą bluzę z kapturem, całą czarną tak jak i spodnie. Wyszłam i
skierowałam się do domu Sary, której wcześniej wysłałam sms, aby mi pomogła w poszukiwaniach.
-Co Ci znowu odbiło?!- Oburzona wychodzi z domu.
Nie odpowiadam i obchodzimy całe miasto łącznie zachodząc do samej podejrzanej.- Klaru. Jednak nie ma jej w domu, niby
zniknęła, tak jak Jason, ale ja nie wierzyłam, że to przypadek.
-Możemy wracać? Za trzy godziny idziemy do szkoły i nie chce mi się chodzić po mieście. Jason się znajdzie, może u kogoś
nocuje?!
-Jeśli chcesz to idź ja zostaje i znajdę go.- Odgarniam włosy z twarzy.
-Powinnaś wracać. Jesteś zmęczona i widać to po Tobie! Nie wiem co zrobić, ale Ty coś powinnaś. Jeżeli wyjazd Jasona
spowoduje, że wrócisz do rzeczywistości, zaczniesz spać i jeść...- To niech sobie odjedzie.
-Nic nie rozumiesz!- Zwróciłam się w przeciwną stronę i doszłam do parku, gdzie usiadłam na ławce.
-Poczekaj!- Krzyczała za mną. Jednak ja już nie miałam ochoty tego słuchać.- Proszę Cię! Mama pewnie martwi się w domu!I
tak już nic nie zrobisz!
Wstałam i z nienawiścią podeszłam do niej.
-Nikt na mnie nie czeka! N I K T !!!- stałyśmy przy lampie oko w oko.
-T...tw...w...ooj.... Twoje oczy!- Odsunęła się przerażona i patrzyła na mnie.
Zasłoniłam się kapturem i odeszłam. Wiedziałam, że są znów czarne.Nie pogłam nic na to poradzić.
-Nie za późno?- Zapytał ktoś. Odwróciłam się.
-Nie.- On na mnie spojrzał jak na ducha.
-Nie patrz na mnie!- Schował twarz w rękawach.- Odejdź Ty szatanie!
-Co?!- Patrzyłam jak mój wróg chowa się i woła resztę, która zaraz przychodzi.
-Zasłonić jej oczy! Już!- Oni podchodzą do minie i próbują zchwytać. Jednak jak na nich patrzę to jakby się oparzyli i
odchodzili.
-Bez oczu nic nie zrobi!
-Ale co ja mogę zrobić?!- Próbuję się wyrwać z uścisku trzymanych rąk.
-Załóżcie jakąś opaskę!- Zasłonili mi oczy, ale dalej się wyrywałam.
-Mieliście mi dać spokój!- Wołałam.
-Niestety, nam się nie wierzy! A teraz pójdziesz z nami!
-Co?! Nie!- I znów to ukłucie w szyję, ale nie zasypiam, paraliżuje mnie na długi czas. Nic nie widzę i czuję, że
ciągną mnie po wilgotnej ziemi pola.
Jest dość późno. jestem tak zmęczona, że nie wiem ile pociągne małymi drzemkami na lekcjach przez całe dnie... I
jeszcze cały czas pije ten napój, tyle że zostały ostatnie dwie butelki, będę musiała jutro coś kupić, żeby jeszcze
wytrzymać trzy dni.
Zaczęło mi się strasznie nudzić, nic nie chce mi się robić, więc chodzę w to i z powrotem z nadzieją, że słońce znów
wstanie i minie kolejna męcząca noc i w dodatku samotna. Postanawiam napisać sms'a do Jasona. Piszę to co zwykle
zaczynając rozmowę: "Hej co u Cb?" Zazwyczaj szybko odpisuje z treścią, że wszystko dobrze i jak ja się czuję. Ale dziś
jakoś nie odpisuje. Trochę się martwię, ale może po prostu nie usłyszał dźwięku wiadomości, albo śpi. Wysyłam drugi, ze
znakiem zapytania i wciąż nic. Decyduję się zadzwonić. Po kilku sygnałach włącza się poczta głosowa.
-Może ma wyciszony telefon.- Uspokajam się, ale niepokój wciąż jest i jakby naciska, żebym coś zrobiła, ale nie mam
pojęcia co.
Zaczęła mnie boleć głowa. Słyszę jak ktoś w moich myślach mówi, ale nie wiem co, jest szum i przeraźliwy ból. Biorę
tabletkę z nadzieją, że przejdzie, ale nie pomaga. Wzięłam drugą. Wtedy zaatakował mnie tak silny ból, że złapałam się za
skronie i padłam na kolana. I odezwał się głos w mojej głowie mówiący coś w stylu ostrzeżenia, chciał, żebym uciekała, że
coś mi grozi i muszę się schować. Coś jeszcze powiedział, ale było to niewyraźne i niezrozumiale. Potem cisza.
Wstałam i usiadłam na łóżku przy parapecie. Odsłoniłam roletę i patrzyłam w niebo, zasłonięte chmurami. Coraz pojawiał
się księżyc w kształcie rogalika. Zapowiadało się na niezłą ulewę, a nawet burzę.
Jest już środek nocy, a ja siedzę i patrzę. Nic więcej czekam, aż promienie słońca wyłonią się zza horyzontu, a gwiazdy
znikną i pojawią się białe chmury na niebieskim niebie, o ile będzie ładna pogoda, bo teraz jest dość typowa jesień. Liście
już leżą na ziemi, jest silny wiatr i częste opady deszczu. Nigdy nie lubiłam tej pory roku, uwielbiam wiosnę i czekam na
nią z zaniecierpliwieniem. Te słońce, rozwijające się liście na drzewach, pierwsze ptaki przylatujące, gdy robi się ciepło
oraz ten zapach wczesnych kwiatów. Kocham to uczucie.
Nagle zadzwonił telefon.
-Halo?- Spytałam cicho.
-Dobry wieczór, przepraszam, że tak późno, ale jestem mamą Jasona. Dzwonię do jego przyjaciół, bo nie wrócił na noc i
strasznie się martwię, wiesz może gdzie jest?- Mówi ze zdenerwowanym głosem.
-Przykro mi ale nie wiem.- Odpowiadam.- czy wychodził gdzieś wcześniej? Albo z kim?
-Jakaś dziewczyna przyszła i wzięła go na spacer. Taka dość wysoka i zgrabna z długimi włosami.
"Klara". Od razu wiedziałam, że Ona nie odpuści, tylko co mogła zrobić. A skoro nie mam nic do roboty to się dowiem,
-Jak go zobaczę to od razu do Panią powiadomię. Do widzenia.- Wyłączyłam się, a na samą myśl o Klarze ściskało mnie w
żołądku.
Ubrałam się w dresy ściągane w nogawkach i zwykłą bluzę z kapturem, całą czarną tak jak i spodnie. Wyszłam i
skierowałam się do domu Sary, której wcześniej wysłałam sms, aby mi pomogła w poszukiwaniach.
-Co Ci znowu odbiło?!- Oburzona wychodzi z domu.
Nie odpowiadam i obchodzimy całe miasto łącznie zachodząc do samej podejrzanej.- Klaru. Jednak nie ma jej w domu, niby
zniknęła, tak jak Jason, ale ja nie wierzyłam, że to przypadek.
-Możemy wracać? Za trzy godziny idziemy do szkoły i nie chce mi się chodzić po mieście. Jason się znajdzie, może u kogoś
nocuje?!
-Jeśli chcesz to idź ja zostaje i znajdę go.- Odgarniam włosy z twarzy.
-Powinnaś wracać. Jesteś zmęczona i widać to po Tobie! Nie wiem co zrobić, ale Ty coś powinnaś. Jeżeli wyjazd Jasona
spowoduje, że wrócisz do rzeczywistości, zaczniesz spać i jeść...- To niech sobie odjedzie.
-Nic nie rozumiesz!- Zwróciłam się w przeciwną stronę i doszłam do parku, gdzie usiadłam na ławce.
-Poczekaj!- Krzyczała za mną. Jednak ja już nie miałam ochoty tego słuchać.- Proszę Cię! Mama pewnie martwi się w domu!I
tak już nic nie zrobisz!
Wstałam i z nienawiścią podeszłam do niej.
-Nikt na mnie nie czeka! N I K T !!!- stałyśmy przy lampie oko w oko.
-T...tw...w...ooj.... Twoje oczy!- Odsunęła się przerażona i patrzyła na mnie.
Zasłoniłam się kapturem i odeszłam. Wiedziałam, że są znów czarne.Nie pogłam nic na to poradzić.
-Nie za późno?- Zapytał ktoś. Odwróciłam się.
-Nie.- On na mnie spojrzał jak na ducha.
-Nie patrz na mnie!- Schował twarz w rękawach.- Odejdź Ty szatanie!
-Co?!- Patrzyłam jak mój wróg chowa się i woła resztę, która zaraz przychodzi.
-Zasłonić jej oczy! Już!- Oni podchodzą do minie i próbują zchwytać. Jednak jak na nich patrzę to jakby się oparzyli i
odchodzili.
-Bez oczu nic nie zrobi!
-Ale co ja mogę zrobić?!- Próbuję się wyrwać z uścisku trzymanych rąk.
-Załóżcie jakąś opaskę!- Zasłonili mi oczy, ale dalej się wyrywałam.
-Mieliście mi dać spokój!- Wołałam.
-Niestety, nam się nie wierzy! A teraz pójdziesz z nami!
-Co?! Nie!- I znów to ukłucie w szyję, ale nie zasypiam, paraliżuje mnie na długi czas. Nic nie widzę i czuję, że
ciągną mnie po wilgotnej ziemi pola.
środa, 13 czerwca 2012
25!!!
ROZDZIAŁ 25
Zaraz się ściemni. Każda kolejna noc jest coraz gorsza. Sama w domu to nie był najlepszy pomysł. Jedynym plusem jest
to, że moje straszne oczy zniknęły i wróciły do normy. Nikt ich nie widział co jest dużym atutem dla mnie. Idę do pokoju i
od razu kładę się pod kołdrę. Kręcę się przez długi czas szukając najwygodniejszej pozycji do zaśnięcia, ale nie mogę. Po
za tym jeśli ma mi się przyśnić kolejny koszmar to wolę już nie spać. Przed wczorajszym snem też miałam tak samo złe i
przerażające. Dobrze je pamiętam.
W pierwszym uciekałam przed człowiekiem z nożem przez całe miasto. W drugim spadłam w przepaść, w jeszcze innym byłam
w rzeźni dla zwierząt. Innych już zapomniałam. I zaczynam naprawdę bać się spać. Dlatego zchodzę do kuchni i robię sobie
dużą, mocną kawę. Siadłam przed telewizor i zostałam przy nim na kilka godzin kiedy znów chce mi się spać. Tym razem biorę
z lodówki napój energetyzujący, który dał mi niezłego kopa. Stały tam jeszcze kilka. Zostawiłam sobię na następną noc oraz
dzień.
Wreszcie ranek, słońce już jasno świeci. Nic się nie stało, ale ostrożności nigdy za wiele. Wzięłąm szybki prysznic i
naszykowałam się do szkoły. Usiadłam jeszcze na 5 minut na fotel i wyszłam. Spojrzałam na zegarek założony na nadgarstek.
07:20. Jeszcze trochę, więc nie śpieszyłam się i szłam jak na spacerze, który nigdy się nie kończy.
Doszłam so budynku szkoły i weszłam do niego. W środku tak jak zwykle, nauczyciel ma dyżur na korytarzu, grupa uczniów
w szatni i woźna sprzątająca podłogi. Nie zmieniłam butów i poszłam od razu pod salę historyczną, gdzie już pól klasy
siedziało pod ścianą.
-Hej!- Sara macha mi ręką, żebym usiadła obok.-Będziesz się uczyła dziś?
-Po co?
-Jutro sprawdzian z poprzedniego roku z historii. Nie mów, że zapomniałaś!?
-Yyyy... No trochę tak. Ale do jutra się nauczę.
-Żartujesz chyba! To jest cała książka! Każdy temat i definicja. Ale pomogę Ci, przyjdę dziś po południu. ok?
Chwilę się zastanawiam, ale nie mogę odmówić, bo przecież sama nie dam rady. Kiwam głową, że się zgadzam i już dzwoni
dzwonek. Bierzemy plecaki i wchodzimy. Czuję się trochę senna, dlatego też ucięłam sobię kilku minutową drzemkę na każdej
lekcji. Oprócz w-f, ponieważ musiałam grać w koszykówkę.
-Do zobaczenia, przyjdę gdzieś za dwie godziny.- Oznajmia Sara kiedy ostatnie zajęcia się kończą i rozchodzimy się w
swoje strony.
Jasona nie było w szkole. Rozumiałam to, przecież musiał się spakować, ale jutro zadzwonię do niego, albo się z Nim
umówię, bo bardzo chcę zobaczyć go przed wyjazdem.
Po długim spacerze dochodzę do domu. Mam jeszcze trochę czasu, więc zacznę się uczyć bez Niej. Od rana nic nie jadłam i
nie czuję się specjalnie głodna, wypiłam tylko filiżankę kawy i siadłam przed książką w swoim pokoju. Nie miałam
najmniejszej ochoty się uczyć ani siedzieć przy książkach.
Sara powinna już być 15 minut temu.
-Może jej coś wypadło i nie mogła, ale by zadzwoniła...- Moje rozmyślenia przerwało stuknięcie w okno jakby ktoś w nie
czymś rzucił. Odsłoniłam trochę roletę i wyjrzałam. Gdy zobaczyłam kto to od razu otworzyłam okno.
-Czego rzucasz, trzeba było po prostu zapukać!
-Pukałam chyba z 10 minut.
-Sorki, nie słyszałam, zaraz Ci otworzę.- Krzyknęłam i zamknęłam okno oraz zasłoniłam roletę.
Zbiegłam na dół i wpuściłam Sarę do środka zamykając za nią od razu drzwi na klucz.
-Co tu tak ciemno? Odsłoń te okna.
-Bo ja lubię siedzieć w ciemności, choć do mojego pokoju.
Siadamy na łóżku i razem zaczynamy się uczyć, pomimo ciągłego narzekania Sary, że nic nie widzi. Zapaliłam jej w końcu
lampkę i kontynuowałyśmy pytanie się nawzajem z kolejnych tematów.
-Muszę się zbierać, zaraz 22:00, a nie chcę żeby mama się denerwowała.
-Ok.- Wstałam i odprowadziłam ją do drzwi.
-A tak pro po... Gdzie jest Twoja?- Wzruszyłam ramionami i nie odpowiedziałam na pytanie. Przeszły mnie tylko ciarki.
-Do jutra w szkole.- Pożegnała się.
-Pa.
Napiłam się napoju energetyzującego o smaku jakby orenżady i wróciłam do nauki. Strasznie się ciągnęła. Każda minuta
trwała jak dziesięć minut.
Przerwałam wkuwanie o pierwszej w nocy. Ogarnęło mnie dziwne uczucie. Jakby mnie ktoś potrzebował. Wstałam i poszłam do
łazienki obmyć twarz.
Napęłniłam dłonie zimną wodą i chlupnęłam nią sobie w twarz. Wytarłam ręcznikiem. Oczy mnie zaczęły boleć. Raziło mnie
najmniejsze światło, więc wszystkie zgasiłam. Przyzwyczaiły się one do ciemności i siadłam przez książkę. Byłam mniej-więcej
w połowie. Na 17 temacie, jeszcze tylko 16. Strasznie chciało mi się spać, ale nie mogłąm teraz zasnąć. Przecież jakby coś
się stało... albo by ktoś przyszedł nawet bym się nie obudziła. Skoro jestem sama w domu muszę go pilnować. Przynajmniej
wydaje mi się tak.
Godzina minęła, potem kolejna i kolejna. Już prawie kończę, a za pół godziny muszę już wychodzić zaliczyć ten cholerny
test i potem dopiero w końcu odpocząć.
Spoglądam na zegarek i jest już właściwa pora aby wychodzić, więc tak też robię. Historię mam na czwartej lekcji, więc
zdążę jeszcze wszystko dokładnie powtórzyć. Tym razem nie mogę spacerować. Teraz idę tak szybko, że prawie biegnę.
-Cześć!- Wita mnie jak codziennie.
-Siemka.
-Wyglądasz jakbyś całą noc nie spała. Czyli inaczej strasznie, mogła byś się uczesać, albo pomalować. Masz podkrążone
oczy!- Patrzy na mnie i ciągnie za rękę do toalety damskiej, gdzie robi mi wysokiego kucyka, maluje i dokładnie mi się
przygląda. Uniosła mi bluzkę i spogląda na mój brzuch, a potem dotyka żeber.
-Albo jestem ślepa albo ty schudłaś!
-Może trochę.- Przyglądam się sobie.
-Ty przecież miałaś idealną figurę, po co się odchudzasz, żebra Ci już zaczynają wystawać.
-Ja się nie odchudzam! Po prostu... tak jakoś samo.- Przypomniałam sobie, że od dwóch dni piję kawę, ten napój i nic
więcej.
-Chodź, zaraz będzie dzwonek.- Wychodzimy i zaczyna się kolejny nudny dzień.
Na każdej przerwie powtarzam sobie na test. W końcu nadchodzi godzina, gdzie muszę go napisać. Siadam w ławce i
dostaję dwie kartki pełne zadań, a raczej połowa to jakieś opisy i sprawdzenie wiadomości z tylko wybranych tematów. Nie
było wszystkiego, ale był trudny.
-Chyba nie dam rady nawet na tróję!- Myślę.
Zaraz się kończy, a jedno zadanie całe puste i właśnie te najważniejsze za które jest najwięcej punktów, czyli, aż 12.
Załamana wychodzę z klasy. Cała noc wkuwania, a się tak wyłożyłam jak największa sierota. Poszłam na dalsze zajęcia i
ciągnęłam dalej dzień tak jak każdy inny, aż w końcu wróciłam do domu, jeszcze nie przebrana ze stroju sportowego na sks z
siatkówki, jedynego sportu, w który umiem grać.
Zaraz się ściemni. Każda kolejna noc jest coraz gorsza. Sama w domu to nie był najlepszy pomysł. Jedynym plusem jest
to, że moje straszne oczy zniknęły i wróciły do normy. Nikt ich nie widział co jest dużym atutem dla mnie. Idę do pokoju i
od razu kładę się pod kołdrę. Kręcę się przez długi czas szukając najwygodniejszej pozycji do zaśnięcia, ale nie mogę. Po
za tym jeśli ma mi się przyśnić kolejny koszmar to wolę już nie spać. Przed wczorajszym snem też miałam tak samo złe i
przerażające. Dobrze je pamiętam.
W pierwszym uciekałam przed człowiekiem z nożem przez całe miasto. W drugim spadłam w przepaść, w jeszcze innym byłam
w rzeźni dla zwierząt. Innych już zapomniałam. I zaczynam naprawdę bać się spać. Dlatego zchodzę do kuchni i robię sobie
dużą, mocną kawę. Siadłam przed telewizor i zostałam przy nim na kilka godzin kiedy znów chce mi się spać. Tym razem biorę
z lodówki napój energetyzujący, który dał mi niezłego kopa. Stały tam jeszcze kilka. Zostawiłam sobię na następną noc oraz
dzień.
Wreszcie ranek, słońce już jasno świeci. Nic się nie stało, ale ostrożności nigdy za wiele. Wzięłąm szybki prysznic i
naszykowałam się do szkoły. Usiadłam jeszcze na 5 minut na fotel i wyszłam. Spojrzałam na zegarek założony na nadgarstek.
07:20. Jeszcze trochę, więc nie śpieszyłam się i szłam jak na spacerze, który nigdy się nie kończy.
Doszłam so budynku szkoły i weszłam do niego. W środku tak jak zwykle, nauczyciel ma dyżur na korytarzu, grupa uczniów
w szatni i woźna sprzątająca podłogi. Nie zmieniłam butów i poszłam od razu pod salę historyczną, gdzie już pól klasy
siedziało pod ścianą.
-Hej!- Sara macha mi ręką, żebym usiadła obok.-Będziesz się uczyła dziś?
-Po co?
-Jutro sprawdzian z poprzedniego roku z historii. Nie mów, że zapomniałaś!?
-Yyyy... No trochę tak. Ale do jutra się nauczę.
-Żartujesz chyba! To jest cała książka! Każdy temat i definicja. Ale pomogę Ci, przyjdę dziś po południu. ok?
Chwilę się zastanawiam, ale nie mogę odmówić, bo przecież sama nie dam rady. Kiwam głową, że się zgadzam i już dzwoni
dzwonek. Bierzemy plecaki i wchodzimy. Czuję się trochę senna, dlatego też ucięłam sobię kilku minutową drzemkę na każdej
lekcji. Oprócz w-f, ponieważ musiałam grać w koszykówkę.
-Do zobaczenia, przyjdę gdzieś za dwie godziny.- Oznajmia Sara kiedy ostatnie zajęcia się kończą i rozchodzimy się w
swoje strony.
Jasona nie było w szkole. Rozumiałam to, przecież musiał się spakować, ale jutro zadzwonię do niego, albo się z Nim
umówię, bo bardzo chcę zobaczyć go przed wyjazdem.
Po długim spacerze dochodzę do domu. Mam jeszcze trochę czasu, więc zacznę się uczyć bez Niej. Od rana nic nie jadłam i
nie czuję się specjalnie głodna, wypiłam tylko filiżankę kawy i siadłam przed książką w swoim pokoju. Nie miałam
najmniejszej ochoty się uczyć ani siedzieć przy książkach.
Sara powinna już być 15 minut temu.
-Może jej coś wypadło i nie mogła, ale by zadzwoniła...- Moje rozmyślenia przerwało stuknięcie w okno jakby ktoś w nie
czymś rzucił. Odsłoniłam trochę roletę i wyjrzałam. Gdy zobaczyłam kto to od razu otworzyłam okno.
-Czego rzucasz, trzeba było po prostu zapukać!
-Pukałam chyba z 10 minut.
-Sorki, nie słyszałam, zaraz Ci otworzę.- Krzyknęłam i zamknęłam okno oraz zasłoniłam roletę.
Zbiegłam na dół i wpuściłam Sarę do środka zamykając za nią od razu drzwi na klucz.
-Co tu tak ciemno? Odsłoń te okna.
-Bo ja lubię siedzieć w ciemności, choć do mojego pokoju.
Siadamy na łóżku i razem zaczynamy się uczyć, pomimo ciągłego narzekania Sary, że nic nie widzi. Zapaliłam jej w końcu
lampkę i kontynuowałyśmy pytanie się nawzajem z kolejnych tematów.
-Muszę się zbierać, zaraz 22:00, a nie chcę żeby mama się denerwowała.
-Ok.- Wstałam i odprowadziłam ją do drzwi.
-A tak pro po... Gdzie jest Twoja?- Wzruszyłam ramionami i nie odpowiedziałam na pytanie. Przeszły mnie tylko ciarki.
-Do jutra w szkole.- Pożegnała się.
-Pa.
Napiłam się napoju energetyzującego o smaku jakby orenżady i wróciłam do nauki. Strasznie się ciągnęła. Każda minuta
trwała jak dziesięć minut.
Przerwałam wkuwanie o pierwszej w nocy. Ogarnęło mnie dziwne uczucie. Jakby mnie ktoś potrzebował. Wstałam i poszłam do
łazienki obmyć twarz.
Napęłniłam dłonie zimną wodą i chlupnęłam nią sobie w twarz. Wytarłam ręcznikiem. Oczy mnie zaczęły boleć. Raziło mnie
najmniejsze światło, więc wszystkie zgasiłam. Przyzwyczaiły się one do ciemności i siadłam przez książkę. Byłam mniej-więcej
w połowie. Na 17 temacie, jeszcze tylko 16. Strasznie chciało mi się spać, ale nie mogłąm teraz zasnąć. Przecież jakby coś
się stało... albo by ktoś przyszedł nawet bym się nie obudziła. Skoro jestem sama w domu muszę go pilnować. Przynajmniej
wydaje mi się tak.
Godzina minęła, potem kolejna i kolejna. Już prawie kończę, a za pół godziny muszę już wychodzić zaliczyć ten cholerny
test i potem dopiero w końcu odpocząć.
Spoglądam na zegarek i jest już właściwa pora aby wychodzić, więc tak też robię. Historię mam na czwartej lekcji, więc
zdążę jeszcze wszystko dokładnie powtórzyć. Tym razem nie mogę spacerować. Teraz idę tak szybko, że prawie biegnę.
-Cześć!- Wita mnie jak codziennie.
-Siemka.
-Wyglądasz jakbyś całą noc nie spała. Czyli inaczej strasznie, mogła byś się uczesać, albo pomalować. Masz podkrążone
oczy!- Patrzy na mnie i ciągnie za rękę do toalety damskiej, gdzie robi mi wysokiego kucyka, maluje i dokładnie mi się
przygląda. Uniosła mi bluzkę i spogląda na mój brzuch, a potem dotyka żeber.
-Albo jestem ślepa albo ty schudłaś!
-Może trochę.- Przyglądam się sobie.
-Ty przecież miałaś idealną figurę, po co się odchudzasz, żebra Ci już zaczynają wystawać.
-Ja się nie odchudzam! Po prostu... tak jakoś samo.- Przypomniałam sobie, że od dwóch dni piję kawę, ten napój i nic
więcej.
-Chodź, zaraz będzie dzwonek.- Wychodzimy i zaczyna się kolejny nudny dzień.
Na każdej przerwie powtarzam sobie na test. W końcu nadchodzi godzina, gdzie muszę go napisać. Siadam w ławce i
dostaję dwie kartki pełne zadań, a raczej połowa to jakieś opisy i sprawdzenie wiadomości z tylko wybranych tematów. Nie
było wszystkiego, ale był trudny.
-Chyba nie dam rady nawet na tróję!- Myślę.
Zaraz się kończy, a jedno zadanie całe puste i właśnie te najważniejsze za które jest najwięcej punktów, czyli, aż 12.
Załamana wychodzę z klasy. Cała noc wkuwania, a się tak wyłożyłam jak największa sierota. Poszłam na dalsze zajęcia i
ciągnęłam dalej dzień tak jak każdy inny, aż w końcu wróciłam do domu, jeszcze nie przebrana ze stroju sportowego na sks z
siatkówki, jedynego sportu, w który umiem grać.
wtorek, 12 czerwca 2012
24 !!!
ROZDZIAŁ 24
-Trzymaj.- Jason podał mi gorącą herbatę.- Koszmar jakiś miałaś?
-Najgorszy na świecie, wszystko mnie dręczy i czego się boje.- Głęboko oddycham.
-A zdradzisz mi szczegóły?- Uśmiecha się pytająco.
-Byłam w lesie, w palącym się domu, w pomieszczeniu bez wyjścia z wiesz kim...- Kiwa głową, że wie o kogo chodzi.-
Później jeszcze pająki, T Y i wyjątkowo kolczaste róże.
-Chwileczkę... Ja?- Wzruszam ramionami.
-W innym sensie- Ty z Klarą.
-Myślałem, że zrozumiałaś o co chodzi?
-Tak, tylko tak jakoś to mi zostało i w ogóle.- Unikam jego wzroku.
-Jest już 7:45. Zaraz zaczynasz lekcje.
-Zapomniałam. Nie chce mi się iść, zostaje. Ale mam dziś sprawdzian z matmy i muszę poprawić ocenę, więc chyba jednak
muszę.
-To chodź.- Bierze mnie za rękę i biegniemy do mojego pokoju.- Musisz się chyba ubrać.- Zauważa.
Przecież mam na sobie jego bluzę i jakieś dresy.
-Może to?- Wyciąga z mojej szafy krótką spódnicę.
-Nie, raczej nie. Idę do szkoły, a nie na jakąś imprezę.- Wyrywam spódnicę z ręki i wrzucam spowrotem do szafy.
Wyciągam normalną bluzkę z krótkim rękawem oraz Jeansowe spodenki.
-Yhm.- Pokazuję drzwi i, że chcę się przebrać.
Gdy zostaje sama, szybko się ubieram i podchodzę do lustra. Splatam włosy w warkocza opadającego na prawe ramie.
Podciągam rzęsy tuszem i nakładam błyszczyk na usta. Spoglądam ostatni raz w swoje odbicie czy dobrze wyglądam i wychodzę
z pokoju.
-Pięknie wyglądasz.- Mierzy mnie wzrokiem od stóp do głowy.
-Poczekaj oddam Ci bluzę.- Odwracam się, ale Jason łapie mnie za rękę i odwraca.
-Nie musisz.- Podchodzi bliżej i namiętnie mnie całuje przez kilka minut kiedy nagle go odpycham zdając sobie sprawę, że
już się spóźnię.
Łapię plecak i szybko biegniemy do szkoły. Spóźniłam się 15min. Jednak nie przejmuję się i zaczynam nudny dzień w
szkole. Gdy zaczyna się przerwa łapię Sarę na korytarzu.
-Czemu zadzwoniłaś do Jasona?
-No wiesz... Powiedziałam, że to rozwiążę.
-I za to Ci dziękuję.- Mocno ją ściskam.
-No już, możesz mnie puścić! Udusisz mnie!
-Przepraszam, strasznie się cieszę.
-Co się stało, że tak się cieszysz, on nie wyjeżdża czy co?
-Wyjeżdża.- Przypominam sobie.- Ale miałaś rację, potrzebowałam z nim porozmawiać i przy okazji oglądać filmy do prawie
rana i zasnąć w jego na jego kolanach.- Wracam myślami do tamtej chwili kiedy Sara pstryka mi przed oczami.
-Halo! Wróć na ziemię i idziemy na w-f.- Przytakuję i idziemy na sale gimnastyczną.
Wraz nie mogę się skupić. Ostatniej nocy tyle się wydarzyło, a zwłaszcza, że mama mnie zostawiła. Chyba, że koleś ze
snu miał rację i nią nie była. Rozmyślałam całą lekcję. Pomimo kilkokrotnej interwencji koleżanek wciąż byłam gdzie
indziej.
Przeze mnie nie wygrałyśmy meczu w siatkówkę z klasą A, ale trudno się mówi.
Podczas obiadu siadam obok dziewczyn z klasy i gadamy o sprawdzianie z matematyki, który poszedł mi dobrze. Spoglądam w
stronę Jasona i zauważam, że patrzył na mnie, ponieważ szybko się odwrócił. Robię to kilka razy śmiejąc się przy tym sama
do siebie.
-Przestań!- Skarciła mnie Gemma.
-Jak ja nie mogę.- Staram się powstrzymać i się już nie odwracać.
W końcu nasze oczy się spotykają i posyłam mu ciepły uśmiech, nie śmiejąc się już jak idiotka.
Lekcje się kończą i wracam do domu ze słuchawkami uszach z muzyką na cały głos. Trochę tańczę po drodze nie zwracając
uwagi na dziwnie patrzących na mnie przechodniów. Wchodzę do domu i znów mam uczucie samotności. Nie lubię być sama w
domu. Nie mam z kim pogadać. Zamawiam sobie kebaba do domu i zaczynam szperać w pokoju mamy.
Znajduję kilka listów i książkę schowaną w ubraniach w szafie. Czytam pierwszy:
19.10.2012r.
"Witaj, wkrótce przyjdę i Cię zabiorę. Rose mam nadzieję, że
dotarła do domu, bo mam z nią do pogadania. Otworzyła księgę.
Miałaś pilnować by tego nie zrobiła!!! Potrzebuję ją otworzyć,
ale już nigdy tego nie zrobię, a moja moc osłabnie, gdyż prawie
cała przeszła na moją bratanicę. Musisz być ostrożna i nic jej
nie mówić. Bądź gotowa, abyś w każdej chwili mogła do nas dołączyć.
Dobrze jakbyś była ze swoją "córeczką". Oszczędziło by nam to
problemu z szukaniem jej. Trzeba będzie też niezauważalnie zwinąć
jej przyjaciela, ponieważ prawdopodobnie wszystko mu powiedziała,
a wiesz, że nie możemy mieć świadków. Trzymaj się obietnicy, a
znów będziesz jedną z nas. Potrzebujemy tylko Jej i zadanie na
zawsze będzie wykonane i nikt już nam nie przeszkodzi. Pamiętaj!"
Czyli mój koszmar stał się prawdą. Jason jest w niebezpieczeństwie tak samo jak ja. Tyle, że on musi wyjechać i, gdy
to zrobi będzie bezpieczny w przeciwieństwie do mnie... Biorę telefon do ręki i dzwonię:
-halo?
-Cześć to ja. Mam do ciebie małą prośbę.
-no?
-Błagam Cię, bądź ostrożny. Nie chódź wieczorem i bądź w towarzystwie do wyjazdu.
-A co się stało?
-Nic tylko, że proszę zrób tak, albo nawet wyleć dzień wcześniej, schowaj się i nie wychodź, tak będzie lepiej dla
Ciebie.
-Ale o co chodzi, chcesz, żebym wcześniej wyleciał czy co?
-Nie! To ważne, naprawdę, jeśli zauważysz coś dziwnego, albo jakby coś się stało to od razu dzwoń do mnie.
-Dobra, a Ty?
-Dam sobie radę.- Rozłączam się.
Zamykam drzwi i zasłaniam wszystkie okna. Będę tu siedziała i nie wychodziła. Woda jest jedzenia trochę, ale mogę zamawiać, bo na lodówcę leży portfel.
-Trzymaj.- Jason podał mi gorącą herbatę.- Koszmar jakiś miałaś?
-Najgorszy na świecie, wszystko mnie dręczy i czego się boje.- Głęboko oddycham.
-A zdradzisz mi szczegóły?- Uśmiecha się pytająco.
-Byłam w lesie, w palącym się domu, w pomieszczeniu bez wyjścia z wiesz kim...- Kiwa głową, że wie o kogo chodzi.-
Później jeszcze pająki, T Y i wyjątkowo kolczaste róże.
-Chwileczkę... Ja?- Wzruszam ramionami.
-W innym sensie- Ty z Klarą.
-Myślałem, że zrozumiałaś o co chodzi?
-Tak, tylko tak jakoś to mi zostało i w ogóle.- Unikam jego wzroku.
-Jest już 7:45. Zaraz zaczynasz lekcje.
-Zapomniałam. Nie chce mi się iść, zostaje. Ale mam dziś sprawdzian z matmy i muszę poprawić ocenę, więc chyba jednak
muszę.
-To chodź.- Bierze mnie za rękę i biegniemy do mojego pokoju.- Musisz się chyba ubrać.- Zauważa.
Przecież mam na sobie jego bluzę i jakieś dresy.
-Może to?- Wyciąga z mojej szafy krótką spódnicę.
-Nie, raczej nie. Idę do szkoły, a nie na jakąś imprezę.- Wyrywam spódnicę z ręki i wrzucam spowrotem do szafy.
Wyciągam normalną bluzkę z krótkim rękawem oraz Jeansowe spodenki.
-Yhm.- Pokazuję drzwi i, że chcę się przebrać.
Gdy zostaje sama, szybko się ubieram i podchodzę do lustra. Splatam włosy w warkocza opadającego na prawe ramie.
Podciągam rzęsy tuszem i nakładam błyszczyk na usta. Spoglądam ostatni raz w swoje odbicie czy dobrze wyglądam i wychodzę
z pokoju.
-Pięknie wyglądasz.- Mierzy mnie wzrokiem od stóp do głowy.
-Poczekaj oddam Ci bluzę.- Odwracam się, ale Jason łapie mnie za rękę i odwraca.
-Nie musisz.- Podchodzi bliżej i namiętnie mnie całuje przez kilka minut kiedy nagle go odpycham zdając sobie sprawę, że
już się spóźnię.
Łapię plecak i szybko biegniemy do szkoły. Spóźniłam się 15min. Jednak nie przejmuję się i zaczynam nudny dzień w
szkole. Gdy zaczyna się przerwa łapię Sarę na korytarzu.
-Czemu zadzwoniłaś do Jasona?
-No wiesz... Powiedziałam, że to rozwiążę.
-I za to Ci dziękuję.- Mocno ją ściskam.
-No już, możesz mnie puścić! Udusisz mnie!
-Przepraszam, strasznie się cieszę.
-Co się stało, że tak się cieszysz, on nie wyjeżdża czy co?
-Wyjeżdża.- Przypominam sobie.- Ale miałaś rację, potrzebowałam z nim porozmawiać i przy okazji oglądać filmy do prawie
rana i zasnąć w jego na jego kolanach.- Wracam myślami do tamtej chwili kiedy Sara pstryka mi przed oczami.
-Halo! Wróć na ziemię i idziemy na w-f.- Przytakuję i idziemy na sale gimnastyczną.
Wraz nie mogę się skupić. Ostatniej nocy tyle się wydarzyło, a zwłaszcza, że mama mnie zostawiła. Chyba, że koleś ze
snu miał rację i nią nie była. Rozmyślałam całą lekcję. Pomimo kilkokrotnej interwencji koleżanek wciąż byłam gdzie
indziej.
Przeze mnie nie wygrałyśmy meczu w siatkówkę z klasą A, ale trudno się mówi.
Podczas obiadu siadam obok dziewczyn z klasy i gadamy o sprawdzianie z matematyki, który poszedł mi dobrze. Spoglądam w
stronę Jasona i zauważam, że patrzył na mnie, ponieważ szybko się odwrócił. Robię to kilka razy śmiejąc się przy tym sama
do siebie.
-Przestań!- Skarciła mnie Gemma.
-Jak ja nie mogę.- Staram się powstrzymać i się już nie odwracać.
W końcu nasze oczy się spotykają i posyłam mu ciepły uśmiech, nie śmiejąc się już jak idiotka.
Lekcje się kończą i wracam do domu ze słuchawkami uszach z muzyką na cały głos. Trochę tańczę po drodze nie zwracając
uwagi na dziwnie patrzących na mnie przechodniów. Wchodzę do domu i znów mam uczucie samotności. Nie lubię być sama w
domu. Nie mam z kim pogadać. Zamawiam sobie kebaba do domu i zaczynam szperać w pokoju mamy.
Znajduję kilka listów i książkę schowaną w ubraniach w szafie. Czytam pierwszy:
19.10.2012r.
"Witaj, wkrótce przyjdę i Cię zabiorę. Rose mam nadzieję, że
dotarła do domu, bo mam z nią do pogadania. Otworzyła księgę.
Miałaś pilnować by tego nie zrobiła!!! Potrzebuję ją otworzyć,
ale już nigdy tego nie zrobię, a moja moc osłabnie, gdyż prawie
cała przeszła na moją bratanicę. Musisz być ostrożna i nic jej
nie mówić. Bądź gotowa, abyś w każdej chwili mogła do nas dołączyć.
Dobrze jakbyś była ze swoją "córeczką". Oszczędziło by nam to
problemu z szukaniem jej. Trzeba będzie też niezauważalnie zwinąć
jej przyjaciela, ponieważ prawdopodobnie wszystko mu powiedziała,
a wiesz, że nie możemy mieć świadków. Trzymaj się obietnicy, a
znów będziesz jedną z nas. Potrzebujemy tylko Jej i zadanie na
zawsze będzie wykonane i nikt już nam nie przeszkodzi. Pamiętaj!"
Czyli mój koszmar stał się prawdą. Jason jest w niebezpieczeństwie tak samo jak ja. Tyle, że on musi wyjechać i, gdy
to zrobi będzie bezpieczny w przeciwieństwie do mnie... Biorę telefon do ręki i dzwonię:
-halo?
-Cześć to ja. Mam do ciebie małą prośbę.
-no?
-Błagam Cię, bądź ostrożny. Nie chódź wieczorem i bądź w towarzystwie do wyjazdu.
-A co się stało?
-Nic tylko, że proszę zrób tak, albo nawet wyleć dzień wcześniej, schowaj się i nie wychodź, tak będzie lepiej dla
Ciebie.
-Ale o co chodzi, chcesz, żebym wcześniej wyleciał czy co?
-Nie! To ważne, naprawdę, jeśli zauważysz coś dziwnego, albo jakby coś się stało to od razu dzwoń do mnie.
-Dobra, a Ty?
-Dam sobie radę.- Rozłączam się.
Zamykam drzwi i zasłaniam wszystkie okna. Będę tu siedziała i nie wychodziła. Woda jest jedzenia trochę, ale mogę zamawiać, bo na lodówcę leży portfel.
Subskrybuj:
Posty (Atom)